Wychowanie dzieci w świecie współczesnym z zachowaniem zasad religii i wiary

Do dziś mam w pamięci pierwszą noc, jaka spędziłam w szpitalu po narodzinach mojego najstarszego syna Shaana. Goście, którzy przyszli mnie tego dnia odwiedzić, już sobie poszli, światła na korytarzu były przyciemnione, pielęgniarki rozmawiały pod drzwiami mojego pokoju przyciszonymi głosami.

„Puk, puk” – zawołał wesoły głos zza drzwi „Ktoś jest głodny i chce do mamy”.

Pielęgniarka wprowadziła łóżeczko, gdzie leżał mój pierworodny, wówczas dopiero od kilku godzin na tym świecie. Gruchała nad nim, gdy ja próbowałam zebrać siły, by się podnieść na łóżku, potem podała syna w moje oczekujące objęcia i wyszła z pokoju, dając mi po drodze kilka miłych rad.

Odsunęłam skraj kocyka z policzka synka i uśmiechnęłam się, patrząc na to maleńkie, kruche stworzonko, które zostało sam na sam ze mną po raz pierwszy w życiu; poczułam się wyróżniona, że będę się mogła o niego troszczyć, a także przejęta ogromem odpowiedzialności. Nikt nie patrzył mi na ręce, syn był mój i tylko mój, mogłam zrobić, cokolwiek bym chciała.

Poczułam wówczas, że przyszedł czas, by zatroszczyć się o to, o czym nikt jak na razie nie pomyślał – wprowadzenie.

„Assalamu alejkum” wyszeptałam do ciepłego zawiniątka, które spoczywało na mojej piersi. „Jestem twoją mamą” pogłaskałam go po twarzy i wtedy zadałam sobie pytanie, które zadawała sobie każda matka od niepamiętnych czasów: „Jak więc mam zamiar cię wychować?”.

To jest pytanie, jakie ciągle sobie zadawałam, poczynając od tej magicznej nocy w szpitalu położniczym.

Zadawałam to pytanie dziadkom, rodzicom, synom i córkom, pytałam Pakistańczyków, Hindusów, Afgańczyków, Arabów, Amerykanów, Azjatów i Afrykańczyków. Siadałam przy znajomych na imprezach, mailowałam do rodziców moich przyjaciół, dzwoniłam do ciotek, zatrzymywałam wujków, którzy szli dokądś, gdy byłam na dworze.

Podchodziłam i pytałam członków każdej muzułmańskiej rodziny, która wywarła na mnie wrażenie swoimi praktykami religijnymi, każdego dziecka, którego nawyki i zachowanie mnie zadziwiło, każdego nastolatka, którego zachowanie w stosunku do swojego rodzeństwa dało mi coś do myślenia, każdego dorosłego, którego wyważony stosunek między din (religią) i dunya (otaczającym nas światem) przemówiło do mnie.

„Jak dokładnie zachowywali się twoi rodzice w stosunku do ciebie?”; „Jak wychowywałaś swoje dzieci?”; „Błagam cie, zdradź mi sekret, jak wychować muminin (wierzących) takich, jak ci, których widzę w twoim domu?”.

Podczas tych lat spędzonych na „badaniach terenowych” stwierdziłam, że wszystkie te rodziny mają praktycznie ten sam sekret, który przyczynił się do ich sukcesu. Chociaż większość z nich nie zna się nawzajem, dawali mi wciąż i wciąż te same rady, wyjaśniali te same zasady, podsuwali te same rozwiązania. To, co mi powiedzieli, katalogowałam sobie w głowie, w nadziei, że kiedyś w przyszłości bez trudności sobie je przypomnę. Dlatego też, kiedy ostatnio poproszono mnie o napisanie artykułu z poradami dotyczącymi muzułmańskiego rodzicielstwa, skorzystałam z okazji, by spisać wszystko to, co usłyszałam przez stanie 12-13 lat, i tym samym zachować dla innych tę ważną wiedzę i doświadczenie.

Poniżej znajdziecie więc, na swój i mój własny pożytek, porady „ekspertów”, sprawdzonych w boju bohaterów, którzy ciężko pracowali (i, in sza’Allah, udało im się), by prawidłowo ukształtować umysły, serca i dusze swoich dzieci. Te słowa pochodzą od rodziców, którzy – jak i wy – mają w życiu jeden podstawowy cel: skierować swoich synów i córki na Drogę, jaka, w ich przekonaniu, spodoba się ich Stwórcy i zapewni im szacunek innych ludzi. Niektóre z tych rad mogą zdać się bardzo zdroworozsądkowe, z rodzaju tych, jakie usłyszysz w każdym wydaniu „Kawa czy herbata” albo znajdziesz w co drugim podręczniku „Zrób to sam”. Inne z tych wskazówek zaskoczyły mnie tym, jak wyraźnie i bez wahania podkreślano w nich, że są jedynym właściwym rozwiązaniem. Otrzymałam ogromną ilość informacji, ale pośród nich bez trudu można było zauważyć dziesięć „Zasad gry”, pojawiających się w różnych konfiguracjach i kształtach’ właśnie na tych dominantach postanowiłam skupić się w moim artykule.

Na własne oczy widziałam dzieci, które w wieku 10 lat same z siebie nastawiały sobie budzik, by odmówić nocną modlitwę tahadżdżud; gościłam u siebie w domu młody talent piłkarski – chłopak rozpoczynał każdy dzień długo przede mną, recytując Koran przy porannej modlitwie Fadżr; znam studentkę uniwersytetu Ivy League, która poprosiła, by wrócić się samochodem do domu, ponieważ zorientowała się, że wyszła, nie pożegnawszy się we właściwy sposób z matką. Znam lekarzy, zarabiających więcej w miesiąc, niż większość z ludzi zdoła zarobić przez cały rok – mieszkają oni w małych domach, bez kredytów i zadłużeń, dzięki czemu mogą oni zarobione pieniądze przeznaczyć na rzecz teologów muzułmańskich. Mój mąż i ja pracujemy z młodym człowiekiem, który pewnego razu poleciał ze swoją matką z Kalifornii do Jordanii, po czym bez chwili odpoczynku powrócił kolejny lotem do domu – wszystko to po to, by jego samotna matka nie musiała podróżować przez pół świata bez towarzystwa. Byłam świadkiem, jak czwartoklasiści z zachowaniem wszelkich zasad dobrego wychowania i szacunki siedzieli i słuchali wykładów muzułmańskich teologów, podczas gdy dokoła nich dorośli przeciągali się, ziewali i sapali. Słyszałam dzieci z naciskiem uciszające swoich przyjaciół „Nie mów tak o nim, to obgadywanie!”.

Jedną ze wskazówek, że Allah kogoś kocha, jest to, że – gdy na niego/na nią patrzysz, wspominasz Boga. Powyżej przytaczane przykłady dotyczą ludzi, na których widok zaczynałam rozmyślać, jak wygląda moja relacja z Bogiem w porównaniu do ich pozycji; zmotywowali mnie do tego, bym chociażby spróbowała coś zmienić, coś poprawić. Jestem przekonana, że czytelnicy zgodzą się co do jednego: chociaż Allah i tylko On zna ukrytą prawdę naszych serc, ci ludzie, jak się zdaje, zdołali zarówno ucieleśnić prawdziwy duch Islamu, jak i praktycznie zaistnieć w świeckim życiu dunya. Modlę się, by Allah Subhana wa Ta’ala nadal ukazywał nam w naszym życiu na takie przykłady, jak ci ludzie, byśmy mogli uczyć się i stosować to, co nas do Niego przybliża. Amen.

 

  1. Du’a, du’a, du’a

„Nic z tego, co osiągnęliśmy, nie jest naszą zasługą” – podkreśla matka trzech absolwentów uniwersytetu w Berkeley, którzy nigdy z własnej woli nie opuścili chociażby jednej modlitwy. „Wszystko zaczyna się i kończy z du’a. Tylko dzięki Jego szczodrości cieszymy się błogosławieństwem, jakim jest trójka wierzących dzieci; my nic tutaj nie zdziałaliśmy. Teraz, gdy możemy się nimi cieszyć, staramy się utrzymać ten stan wyrażając wdzięczność i nic nie biorąc za dane nam raz na zawsze”. Każda z rodzin, które „przesłuchiwałam” odnośnie do wychowania dzieci w warunkach dnia dzisiejszego, bez wyjątku napominała mnie o sile modlitwy. „Pamiętam, że każdy moment szczęścia, każdy sukces w moim życiu rodzinnym, był odpowiedzią na moje wcześniejsze modlitwy” przyznaje babcia trzech huffazh (znających na pamięć cały Koran). „Jeżeli moje modlitwy nie zostaną wysłuchane na tym świecie, wierzę, że zostaną wysłuchane na tamtym, dlatego mam wiele cierpliwości”. 

Inna matka czworga dzieci powiedziała mi: „Podczas ciąży codziennie recytowałam surę Mariam. Ponad wszystko chciałam mieć szczerze wierzące dzieci – to tylko się liczyło”.

Jeden z moich przyjaciółek, która nawróciła się na islam, stwierdził, że para, która ma zamiar wstąpić na ścieżkę macierzyństwa, powinna najpierw zadać sobie pytanie „Po co chcemy mieć dzieci?”. Wierzy ona szczerze w sens codziennego odnawiania swoich intencji. „Po co to robimy?”. Gdy zirytuje ją coś, co jej dzieci powiedziały lub zrobiły, zastanawia się “Dlaczego mnie to zdenerwowało? Czy dlatego, że obawiam się, że zrobiły coś, co nie spodoba się Bogu? Czy tez dlatego, że obawiam się, co powiedzą o tym inni ludzie?”.

Jej niezmienna modlitwa dotyczy tego, by jej dzieci przeżyły swoje życie wyłącznie szukając Jego zadowolenia.

Wiele rodzin podzieliło się ze mną swoim przywiązaniem do salat-ul-istikhara (modlitwa o ukierunkowanie) przed każdą ważniejszą decyzją, która miała wpływ na przyszłe życie, oraz do salat-ul-hadża (modlitwa w potrzebie), gdy prośba dotyczyła czegoś, co w ocenie rodziców było niezbędne dla ich dzieci. Także, gdy tylko jakiekolwiek błogosławieństwo objawiało się w ich życiu, bezzwłocznie odmawiali salat-ul-szukr (modlitwę dziękczynną).

„Wszystko, co mam, zawdzięczam modlitwom mojej mamy” zapewnia matka piątki dzieci „To ona się zawsze za nas modliła, nawet, gdy my sami o tym zapomnieliśmy”.

 

  1. Suhba (towarzystwo) wzmocni cię lub złamie

„Czasami musieliśmy poświęcić własne przyjaźnie, by czynić to, co najlepsze dla naszych dzieci” powiedziała mi para małżeńska z szesnastoletnim stażem. Gdy naciskałam, by powiedzieli mi, dlaczego trzeba było zakończyć jakąś znajomość, wyjaśnili: „Zanim pojawiły się dzieci, mieliśmy przyjaciół, którzy pijali alkohol, grali w pokera, organizowali imprezy z tańcami. Gdy urodziły się dzieci, taka atmosfera przestała nam odpowiadać i unikaliśmy jej. Teraz, gdy spotykamy się towarzysko z kimkolwiek, szanujemy uczucia starszych, a niewinne dzieci czują się u nas dobrze i są mile widziane”.

„To wcale nie znaczy, że przeszkadza ci tylko takie towarzystwo, które pije, uprawia hazard i imprezuje” stwierdziła matka dzieci w wieku szkolnym, gdy usłyszała powyższą historię „Ja sama mam takich „kolacyjnych” znajomych, którzy wyznają filozofię, że dziecko powinno być widać, ale nie słychać. Sadzają dzieci przed telewizorem albo przy grze komputerowej, a rodzice w tym czasie gadają sobie w innym pokoju. A mam też przyjaciół, którzy wciągają swoje dzieci w dorosłe rozmowy, nie trzymają na dystans zgodnie z zasadą „Co z oczu, to i z serca”. Bylibyście zdziwieni, gdybyście się dowiedzieli, że moje dzieci w zasadzie wolą przebywać z dorosłymi, którym na nich zależy i którzy starają się je poznać”.

„Czasami rozglądam się wokół siebie, patrzę na ludzi, z którymi się zadaję i myślę sobie „Co się stało?” śmieje się matka trójki dzieci, która zdecydowała się na edukację domową. „Nikogo z nich nie wybrałabym sobie na przyjaciela, gdy byłam młodsza, ale teraz podziwiam sposób, w jaki przeżywają swoje życie, widzę spokój i rozwagę, jaka im towarzyszy, dokądkolwiek by nie poszli. Mają poczucie celu i świadomości obecności Boga, cokolwiek by nie robili. Chciałabym te cechy przekazać także swoim dzieciom, i dlatego jestem tu, gdzie jestem”.

Subha jest niezmiernie ważna. Jeśli spisz z psami, nie dziw się, że obudzisz się pokryta pchłami” doradza znany uczony muzułmański. Jakie słowa przemówiły do mnie najsilniej dzięki zawartej w nich mądrości? „Gdy siedzisz z ludźmi związanymi z tym światem, stajesz się kroplą w ich oceanie, lecz gdy siedzisz z ludźmi związanymi z Akhira (życie pośmiertne), cały świat dunya staje się kroplą w twoim oceanie”.

„Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci, kim jesteś” powtarzała mi zawsze moja mama. „Nigdy nie dopuszczaj myśli, że jesteś lepszy, niż twoi przyjaciele. Nie, jesteś taki, jacy są twoi przyjaciele”. 

“Miałam kiedyś przyjaciółkę, z którą bardzo lubiłam razem przebywać” wspomina w zadumie jedna z matek. „Była to najlepsza osoba, by razem napić się herbaty, by pójść razem na zakupy”. I co się stało? „Wraz z mężem zadecydowali, że nie będą wychowywali dzieci jako muzułmanów. I chociaż lubiliśmy się bardzo, widzieliśmy u nich rzeczy, które nie były pożyteczne dla dzieci. Niektóre zachowania w ich domu były dla nas całkowitym świętokradztwem. Zadecydowałam, że nie mogę podtrzymywać z nią niezależnej przyjaźni; w pewnym momencie jej dzieci musiałyby wywierać wpływ na moje, dlatego też musiałyśmy się rozstać. I tak też się stało”.

Pewien ojciec wyznał z zażenowanym śmiechem: „Nie jestem pewien, czy nasze dzieci są tak bogobojne z tego powodu, że cokolwiek zrobiliśmy. Moje siostrzenice to bardzo uduchowione młode kobiety, a moje córki zawsze do nich lgnęły. Myślę, że mieliśmy szczęście, że nasze dzieci chciały podążać śladami swoich starszych krewnych”.

Na Sądzie Ostatecznym będziesz stał koło tych, kogo na tym świecie najbardziej kochałeś” przypomina jeden lubiany teolog, „dlatego mądrze wybieraj sobie przyjaciół”.

Wielu rodziców dużo opowiadało o wpływie, jaki na ich dzieci miała charyzmatyczna ciocia albo wujek, imam, lider z halaqi (kółko religijne), nauczyciel ze szkółki niedzielnej. Wielu dorosłych poświęcało dużo czasu w weekendy, by zawieźć swoje dzieci na spotkanie albo zebranie, skąd mogłyby one wynieść wiele korzyści, będąc w kręgu osób o podobnym światopoglądzie. „Szczerze wierzę, że lepiej nie mieć przyjaciół, niż mieć złych” powiedział ojciec pięciorga dzieci, „ale jeździłem wiele kilometrów, by moje dzieci miały takich przyjaciół, z którymi mogłyby znaleźć nić porozumienia”.

„Nieraz dzieci wyłączają się na to, co mówią ich rodzice, ponieważ było to już tyle razy wciąż od nowa powiedziane” uśmiecha się matka starszoklasisty. „Moi właśni rodzice całe życie powtarzali mi, bym się modliła, ale zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy napotkałam doświadczonego nauczyciela, który wyjaśnił mi pożytek z modlitwy… i to właśnie jeden z moich przyjaciół zaprowadził mnie do tego nauczyciela”.

 

  1. Prorok (SAW) był dla nas żywym, prawdziwym przykładem

„Czy może być lepsze towarzystwo, niż to, w którym ciągle pamiętamy o swojej religii? Czy może być lepszy towarzysz, niż Prorok (SAW)?” pyta się absolwent Uniwersytetu Kalifornijskiego lekarza, który także działa na rzecz islamu w ramach dialogu międzyreligijnego.

Gdy pewnego uczonego teologa spytano „Czego powinniśmy uczyć swoje dzieci”, jego odpowiedź była szybka i jednoznaczna: „Sira (biografia Proroka (SAW) oraz naszidy (pieśni religijne). Jeśli twoje dzieci pokochają Proroka (SAW), automatycznie będą także kochały Allaha”. 

„Najlepsza droga, by przyciągnąć ludzi do Islamu to nauczyć ich kochać Proroka (SAW)” twierdzi inny uczony. „Dzieci powinny bać się i kochać Allaha, ale najpierw nauczyć je Go kochać. Bojaźni mogą nauczyć się później, gdy będą starsze. A kto kochał Allaha bardziej, niż Prorok (SAW)?”.

Pewien ośmiolatek rozpłakał się gorzko, gdy stwierdził, że mama nie obudziła go na modlitwę poranną Fadżr. Dorośli, którzy byli przy tym obecni, wymienili tylko spojrzenia, myśląc, jaki rodzaj terroru musieli wpoić rodzice w serce tego dziecka. Czy obawiało się ono, że Allah go ukarze? Czy myślało, że będzie się smażyło w piekle? Gdy dokładniej podpytano się tego chłopca, wyznał on, że rzeczywistym powodem jego smutku było to, że zaniedbał czegoś, co Prorok (SAW) traktował bardzo poważnie, o czym napominał swoich współwyznawców nawet wtedy, gdy leżał już na łożu śmierci. Nie trzeba dodawać, że od tej pory matka przykładała wielką wagę do tego, by zawsze budzić syna na modlitwę.

Wielu rodziców wprowadziło w domu zasadę odmawiania modlitw zalecanych w Sunnie – modlitwy przed i po jedzeniu, modlitwa, gdy wychodzono z domu i gdy do niego wracano, modlitwa po obudzeniu i przy zasypianiu; aż stało się to automatyczne. Goście w takim domu nie powinni się zdziwić, gdy usłyszą trzylatka recytującego modlitwę podróżna, gdy przypinano go w foteliku samochodowym. „Nie zaniedbywaliśmy żadnej czynności zalecanej w Sunnie” powiedział ojciec, Amerykanin pochodzący z Pakistanu. „Gdy tylko zaczniesz myśleć „O, to zalecenie nie jest tak ważne”, wchodzisz na bardzo niebezpieczną ścieżkę. Co będzie następnym krokiem?”.

Żeby pomóc dzieciom w nauce modlitw, ten ojciec wydrukował je w rzucający się w oczy sposób na samoprzylepnych kartkach i porozlepiał w różnych miejscach w domu, gdzie wisiały, dopóki dzieci nie nauczyły się ich na pamięć. Postanowiłam podążyć tym śladem i nalepiłam kartkę z tekstem modlitwy „gdy spoglądasz na swoje odbicie” na lustro w pokoju synów, ale zapomniałam nalepić ten tekst na lustrze w mojej łazience. I jaki skutek? Mój jedenastoletni syn dokładnie zna modlitwę, jaką odmawia, gdy się czesze przed wyjściem do szkoły, a ja nadal walczę i z trudem przypominam sobie arabskie słowa, gdy przygotowuję się do wyjścia. 

„Mój kolega w pracy poprosił mnie ostatnio, bym wymienił mu jedną rzecz, która odróżnia Islam od innych religii” powiedział mi ostatnio mój szwagier. „Wśród innych rzeczy powiedziałem mu także, że Islam daje mi najwspanialszy przykład Proroka (SAW), jak żyć na co dzień. Życie żadnego innego proroka nie jest tak szczegółowo zrelacjonowane, jak życie naszego Proroka (SAW)”.

Zauważyłam, że wielu rodziców opowiadało swoim dzieciom w wieku przedszkolnym o Proroku Muhammadzie (SAW) w taki sposób, jakby to był ktoś ważny w ich życiu. Mówili o Nim tak, jak mówi się o jakimś szanowanym dorosłym, którego to dziecko uwielbia. Nierzadko można usłyszeć, jak rodzic mówi do dziecka: „Prorok Muhammad (SAW) lubił kolor zielony, dlatego ubierzmy nasze zielone rzeczy na modlitwę piątkową!”. Albo: „Prorok Muhammad (SAW) mówił, żeby usiąść, jeżeli jesteśmy poirytowani, dlatego usiądźmy sobie, bo jesteś podenerwowany”.

Gdy w pewien weekend odwiedziłam swoją siostrę w Południowej Kalifornii, zauważyłam, że na stoliku przy łóżku mojego sześcioletniego siostrzeńca leży angielskie tłumaczenie „Shama’il” Imama at-Tirmidhiego. Siostra wyjaśniła, że jej mąż i syn jako część pewnej rutyny przed pójściem spać traktują przeczytanie jednego hadisu z tej sławnej dziewięciowiecznej książki. „Gdy nasz synek dowie się o jakimś szczególe z życia Proroka (SAW), jak na przykład to, że lubił jeść daktyle z ogórkami, czuje się tak, jakby znał Go osobiście”.

„obecne pokolenie ma tyle szczęścia, ma sza’Allah”, mówi jedna z babć. „Gdy nasze dzieci były małe, nie mieliśmy prawie żadnej dobrej literatury o Islamie, prawie żadnych mediów. Dzisiaj dzieci mają z czego wybierać! Moje wnuki czytają co roku kilka biografii Proroka (SAW), wciąż podśpiewują sobie nowe piosenki o Proroku (SAW). Modlę się, by zawsze znajdowały przyjemność ucząc się o Proroku (SAW) i naśladując Go, in sza’Allah”. 

 

  1. Zabawa i przyjemności nie są „haram” (zakazane), ale atmosfera w domu powinna być tak czysta, jak to tylko możliwe

Byłoby poważnym niedopatrzeniem, jeślibym nie wspomniała, że każda z rodzin, z którymi rozmawiałam, podkreślała potrzebę poważnego ograniczenia dostępu do rozrywek medialnych – w szczególności chodziło o telewizję, ale także internet i gry wideo. Niektóre z rodzin nie miały w domu telewizora, inne zaś pozwalały dzieciom oglądać przez godzinę sprawdzone sobotnie przedpołudniowe kreskówki albo też od czasu do czasu wieczorne kino familijne. Komputer znajdował się zawsze w miejscu dostępnym dla wszystkich domowników, wymiana e-maili albo googlowanie odbywało się wg ściśle określonego grafiku pod czujnym okiem zaangażowanego rodzica.

„Gdyby szatan zadzwonił do nas do drzwi i spytał się, czy pozwolimy mu zaopiekować się naszymi dziećmi, wyrzucilibyśmy go” powiedział jeden z uczonych. „Jednakże telewizji  pozwalamy dokładnie na to samo – dosłownie zapraszamy do siebie szatana, gdy włączamy telewizor”.

„Zachowanie fitry (niewinności) naszych dzieci jest dla nas najważniejszym priorytetem” powiedziała mi jedna z mam dwóch przedszkolaków. „Teraz różnica między dobrem i złem jest dla nich bardzo wyraźna, świetnie to rozumieją, gdy wytłumaczymy co jest dla nich dobre, a co złe. To, co w przemyśle rozrywkowym uchodzi za „normalne”, potrafi wprowadzić w błąd nawet dorosłego, wyobraź więc sobie, jak odbierają to dzieci!”.

„Jesteśmy Hindusami, ale u nas w domu nigdy nie oglądaliśmy filmów z Bollywood” przyznaje jasno jedna z moich przyjaciółek. „Nie organizowaliśmy imprez z indyjskimi tańcami, nie nosiliśmy obcisłych sari i bluzek bez rękawów, nie mogliśmy być zbyt kordialni z naszymi kuzynami”.

W zasadzie moja przyjaciółka chciała mi przekazać, że to, co często określamy jako „kulturę” nie może być sprzeczne z szariatem, który rodzice nauczyli ją szanować.

„ale nie myśl sobie, że nudziliśmy się, albo czuliśmy się czegoś pozbawieni!” szybko zapewnia mnie moja koleżanka. „Moi rodzice zaszczepili w nas miłość do poezji w urdu. Wieczorami czytaliśmy na głos dzieła klasycznej literatury angielskiej, a rano chodziliśmy z tata na długie wycieczki. Moja mama nauczyła nas, jak pracować w ogródku, a ojciec – jak łowić ryby. Mój brat roznosił gazety, młodsze siostry były skautkami. Nasz dom był pełen energii i bardzo aktywny”.

„Ważne, by każdy haram (zakazana rzecz), na który nakładasz dla dziecka zakaz, zastąpić przynajmniej dwoma halal (dozwolona rzecz), które spodobają się twoim dzieciom” twierdzi znana islamska doradczyni rodzinna. „Nie chcesz, by twoje dzieci rosły w przekonaniu, że Islam to tylko zbiór zakazów: nie, nie wolno ci, nie, nie możesz tego robić”. Śmieje się serdecznie: „Zrób z tego: Tak, możemy”.

Moi jemeńscy przyjaciele wzięli sobie głęboko do serca tę naukę. Nie mogą z mężem organizować przyjęć urodzinowych ani noworocznych, ale powinniście zobaczyć, jakie umieją zorganizować przyjęcia z innych okazji. Gdy ich bliźniaki zapamiętały trzydziesty dżuz (jedna z części Koranu, dla łatwiejszego zapamiętywania), odbył się w parku piknik z dwoma dużymi tortami i atrakcjami dla wszystkich. Gdy dzieci nauczyły się na pamięć 29. dżuz, po powrocie do domu znalazły swoje pokoje całe w balonikach i chorągiewkach, z prezentami na łóżkach. Mój pięcioletni syn Rahim i jego koledzy ze szkoły z pomocą tejże mojej przyjaciółki nauczyli się na pamięć 12 sur, a ona od razu zorganizowała przyjęcie z tej okazji, z zabawami, atrakcjami i poczęstunkiem. Mają w pamięci takie wydarzenia, dorosły muzułmanin będzie spoglądał na swoje dzieciństwo jak na czas wypełniony świętowaniem, in sza’Allah.

„W otaczającym nas świecie jest tyle pokus. Nie możemy ochronić naszych dzieci od wszystkiego, co złe” ostrzega religijny ojciec dziesięciorga dzieci. „Ale właśnie dlatego dom powinien być tą oazą, gdzie pamięta się o Bogu i jest Mu się posłusznym, gdzie dzieci mogą się odprężyć i poczuć kochane, gdzie mogą spokojnie wypełniać nakazy swojej religii, nie czując się przy tym niezręcznie lub wyobcowanie. Środowisko domowe powinno być maksymalnie halal. Naszym papierkiem lakmusowym było zawsze: „Czy zawstydzilibyśmy się, jeśliby Prorok (SAW) wszedł właśnie teraz do nas do domu? Czy jest cokolwiek, co chcielibyśmy schować?”.

Rezultatem stosowania tego rodzaju “testu” był przytulny, skromnie umeblowany dom, gdzie nie było telewizora, a książki stały w rzędach na półkach. Kwiaty kwitły pod każdym oknem, na ścianach wisiały przykłady delikatnej kaligrafii islamskiej, a zdrowa żywność była serwowana szczodrze i z serdecznością każdemu, kto się tam pojawił. W powietrzu można było wyczuć atmosferę spokoju i równowagi.

Nigdy nie zapomnę, co powiedziała mi córka jednej bardzo poważanej starszej osoby w naszej społeczności, gdy zapytałam się jej, jak to się stało, że ona i jej rodzeństwo są tak blisko związani z rodzicami, chociaż wychowywali się w małym miasteczku, gdzie było tylko kilku muzułmanów? Nie buntowali się? W jaki sposób oparli się syreniemu śpiewowi nie-muzułmańskiej kultury, która ich otaczała? „Gdy czujesz się kochany we własnym domu, nie szukasz miłości gdzieindziej”.

 

  1. Nasi rodzice nie tylko mówili, co; oni pokazywali, jak

Innymi słowy, na praktyce robili to, o czym mówili.

„Nie rozumiem, jak to możliwe, że słyszę, jak matka mówi do swoich dzieci, by nie kłamały, a następnie do kogoś przez telefon” „Nie, nie ma go w domu”, podczas gdy mąż siedzi tuz obok niej” mówi mi pracownik szkoły farmaceutycznej, który po pracy zajmuje się także prawodawstwem hanafickim. „Albo, gdy rodzice uczą swoje dzieci, że źle jest obgadywać innych, a potem skarżą się na swoich teściów każdemu, kto chce tylko ich posłuchać. Nie łapię tego!”.

Gdy naciskałam na przykłady, które pokazywałyby, jak nie pozwolić hipokryzji zagnieździć się we własnym domu, opowiedział mi o tym, że rodzice powtarzali mu i jego rodzeństwo, jak ważna jest modlitwa, a następnie nie pozwalali nikomu opuścić chociażby jednej z nich, nawet, jeśli oznaczało to modlenie się w środku Disneylandu. „Ojciec uczył nas, że świetnie jest mieć czas na zabawę i przyjemności, ale nigdy kosztem naszego obowiązku wobec Allaha. A ponieważ on sam zawsze był pierwszym do modlitwy, my w naturalny sposób naśladowaliśmy go”.    

Inna doświadczona matka dała mi tę stara jak świat radę: „Możesz jak chcesz nauczyć swoje dzieci, jak się modlić, ale jeśli sama się nie modlisz, one też nie będą się modliły. Dzieci uczą się od rodziców tego, co oni sami robią, a nie tego, co mówią”.

„Ale nie wystarczy nauczyć dzieci, by się modliły” wtrąca inna matka, która była wychowana w laickiej rodzinie żydowskiej, ale teraz jest muzułmanką. „Ważne jest, jak się modlisz. Czy w czasie modlitwy koncentrujesz się na niej? Czy jest ci źle, jak opuścisz modlitwę? Te lekcje są tak samo ważne, jak nauka modlitwy”.

Pewnego dnia pracowałam z konwertytką, moją afro-amerykańską przyjaciółką, gdy przyszedł czas na modlitwę maghreb. Byłam czymś zajęta, ale przerwałam i powiedziałam „OK, chodźmy się szybko pomodlić”. Moja koleżanka zdziwiona popatrzyła na mnie i wykrztusiła: „U mnie mówi się: chodźmy, spokojnie odmówimy modlitwę”. Subhana’Allah, jak różnie można się wyrazić, jaka różnica w podejściu!

„Pewnego dnia odmawiałem modlitwę zikr w swoim pokoju, podczas gdy dzieci w dużym pokoju kończyły jakiś swój projekt z plastyki” opowiedziała mi moja egipska przyjaciółka. „Wtem dotarło do mnie, że zawsze odmawiam modlitwę sama, u siebie w pokoju, więc wstałam i poszłam się modlić do wspólnego pokoju, gdzie były dzieci. One dalej malowały, a ja się modliłam. Usza mnie widzieć, że się modlę, i muszą widzieć, że lubię to robić”.

Pewnego dnia jeden z moich synów bardzo się zdenerwował, gdy szukał w biurku swojego zmazywalnego długopisu. Gdy długopis się nie zmaterializował, rozrzucił papiery i zatrzasnął szufladę, klnąc pod nosem. Zaczęłam mu tłumaczyć, jak ważna jest cierpliwość i opanowanie, gdy zorientowałam się, że dokładnie w taki sam sposób zachowywałam się sama kilka dni wcześniej, gdy zgubiłam swoje klucze od mieszkania. Dzieci są jak gąbki – wchłaniają wszystko, co jest wokół nich. „Co włożysz, to i wyjmiesz” mówi jeden z nauczycieli.

„Dzieci musza widzieć, że Islam „działa” w naszym domu” twierdzi jeszcze inny uczony. „Islam nie polega tylko na modlitwie, poście i jałmużnie. Islam to styl, który musi wejść w codzienną rutynę naszego życia. Czy rodzice odnoszą się do innych z szacunkiem? Jak reagują w dobrych i złych momentach swojego życia? Czy mają poczucie odpowiedzialności obywatelskiej? Dzieci ciągle uczą się od swoich rodziców, nawet gdy rodzice myślą, że nie mają nic do nauczenia”.

 

  1. Nie bałam się, że będę „tym złym”, ale nigdy nie zachowywałam się niewłaściwie

Znam niejedną matkę, która nie czuła się komfortowo, gdy kazała dziecku się modlić albo tez ubierać się w skromniejszy sposób, myśląc, że dziecko się wścieknie, gdy zacznie podciągać ją/jego do wyższych standardów. Znam kilku ojców, którzy starali się nie widzieć pewnych niemoralnych zachowań swoich nastolatków, nigdy nie czynili im wymówek, a swoim zaniepokojonym zonom mówili „Nie chcę osądzać naszych dzieci, to jest trudny wiek i muszą przez to przejść.” 

Dorośli, których o to pytałam, nie mieli żadnych obiekcji, by wywołać od czasu do czasu frustrację u swoich dzieci.

„Czasami wiedziałem, że nie powinienem pójść w jakieś miejsce albo zadawać się z jakąś osobą, ale mimo to pytałem Ammi, by to ona była ostateczną instancją, która decyduje… i ona zawsze tak robiła” wspomina  mój brat. „Dzieci chcą, by ich rodzice stawiali granice i byli autorytetami, nawet, jeśli tego nie przyznają”.

„Lubię towarzystwo moich dzieci, często się razem śmiejemy, czytamy te same książki, nawet nosimy te same rzeczy” śmieje się matka dwóch nastolatek, które na wyścigi ustępują jej miejsce do siedzenia. „Ale koniec końców wiedzą, że to jaj jestem Matką. Jestem ich przyjaciółką, ale nie mogą traktować mnie jak swojej koleżanki”.

„Słabość osób, które powinny mieć pewną władzą, zawszy wywołuje lekceważenie” zgadza się matka dwojga dzieci. „Ważne, by było wiadomo, kto jest szefem”.

Ojciec czwórki dzieci i były prymus z liceum wspomina ze śmiechem i uznaniem: „Moja mama nie miała obaw, by narzucać nam swoją wolę, gdy byliśmy w szkole średniej. Mogła zrobić piekło na ziemi, gdy stwierdziła, że robimy coś, co jej się nie podobało!”

Inni rodzice zrobili na mnie wrażenie swoimi wysokimi oczekiwaniami w stosunku do dzieci. „Musimy delikatnie wypychać ich z ich ciepłych, bezpiecznych gniazdek” powiedział jeden z afgańskich ojców. „Gdy oczekujesz od nich więcej, często pozytywnie cię zaskoczą, ale ważne jest, by informować swoje dzieci o oczekiwaniach, jakie się ma w stosunku do nich”.

Jedna ze znajomych samotnych matek zakładała, że jej dzieci zaczną się w końcu modlić, ponieważ widziały, że modlitwa była dla niej samej zawsze bardzo ważna. Gdy jej przyjaciółka spytała się, dlaczego jej dziesięcioletnia córka nie dołączyła do modlących się koleżanek, ta mama doszła do wniosku, że nigdy nie wyraziła przecież takiego oczekiwania w stosunku do własnej córki. „Chodziło tylko, by o tym porozmawiać!” – wykrzyknęła prawdziwie zdziwiona. “Usiadłam na “dorosłą” rozmowę I powiedziałam: Kochanie, teraz już jesteś duża i musisz się wdrożyć w regularną modlitwę”. Córka z uwagą mnie wysłuchała, a gdy nadszedł czas modlitwy asr, pobiegła, by przynieść swój dywanik modlitewny i misbaha (różaniec), i przyłączyła się do mojej modlitwy. Teraz to ona budzi mnie na fadżr. To tak, jakby po prostu czekała, bym powiedziała: „Tego właśnie od ciebie oczekuję”.

Chociaż wszyscy rodzice byli zgodni co do tego, że wymagali wykonywania swoich poleceń od dzieci, było tylko jedno „stare prawo”, od którego się powstrzymywali – kary cielesne. „Nie biliśmy dzieci” zgodnie stwierdzała większość z nich.

“Cóż, czasami stary, dobry klaps nie zaszkodzi” sprzeciwia się matka czworga studentów. „Gdy moja córka miała cztery lata, po raz nie wiadomo który wybiegła na ulicę bez majtek. Uważam, że to by było zbyt niebezpieczne, by jej na to pozwalać i w końcu zlałam ją. Zrozumiała i nie zapomniała. I nigdy więcej nie musiałam jej uderzyć”.

Jedno lub dwa pokolenia temu bicie dzieci za najmniejsze przewinienia było jeszcze powszechnie akceptowaną zasadą. Rodzice, z którymi rozmawiałam, mieli jednak opory, by podnieść rękę na własne dzieci. „Gdy bijesz dzieci, za każdym razem musisz wchodzić o jeden stopień wyżej” powiedział mi pewien analityk bankowy. „Znam matkę, która zwykła ciągnąć dzieci za uszy. Po pewnym czasie nie sprawiało to na dzieciach żadnego wrażenia, dlatego zaczęła bić je po rękach. Gdy to po pewnym czasie także przestało działać, zaczęła bić je w pupę i trząść nimi w nerwach. I pytanie – dokąd to ją doprowadzi?”

Wczoraj spędziłam całe popołudnie piekąc bananowe muffiny. Gdy były gotowe, dałam jedno ciastko synowi i wysłałam go na werandę, by tam je spokojnie zjadł. Przez okno w kuchni nagle zobaczyłam, że odłamał duży kawałek świeżo upieczonego muffina i z siłą rozsmarował go po podłodze. Wyleciałam z kuchni, popatrzyłam się na okruszki rozsypane po całym stole i po podłodze, którą dzisiaj rano z poświęceniem dokładnie wymyłam, i wykrzyczałam: „Co ty robisz?!”. Popatrzył się na mnie ze zdziwieniem „Ojej!”. “CO ROBISZ?!”. “Chciałem zabić pająka, który mi przeszkadzał’. Oparłam ręce pod boki i wyszeptałam przez zaciśnięte zęby: „Synku, zejdź mi teraz z oczu. Wkurzyłam się i na pewno zleję cię, jeżeli tutaj będziesz, w tym całym bałaganie. Muszę ochłonąć, więc idź już”. Oczy mu się rozszerzyły i odszedł.

Jestem wdzięczna Bogu, że pozwolił mi powstrzymać emocje w momencie złości. Okruchy łatwo się dały zamieść, muffinów jeszcze wiele zostało, mój syn nauczył się, że nie można marnować jedzenia (i zabijać pająków w ich środowisku naturalnym), a ja niedługo już śmiałam się z jego metody walki z pajęczakami… ale dopiero po godzinie. Wyładowanie emocji poprzez lanie być może pomogłoby mi w danej chwili, ale poczucie wstydu trwałoby o wiele dłużej… dla obojga nas.

 

  1. Zawsze trzymałam je blisko siebie

Nie zdziwiło mnie, że prawie w każdej z rodzin, z którymi rozmawiałam, matka zajmowała się wychowaniem dzieci, ale zaskoczyło mnie, że bardzo wiele rodzin wyznawało tę samą zasadę: Nie ma spania u kolegów.

„Każdej nocy wiem, w jakim łóżku śpi moje dziecko” powiedziała matka zajmująca się domową edukacją swoich dwojga dzieci i żona profesora uniwersyteckiego. „I mogę sprawdzić, co się tam dzieje, kiedy tylko chcę”.

„Koledzy byli zawsze mile widziani, by spać u nas w domu” wspomina młoda kobieta, która wychowywała się wraz ze swoim bratem bliźniakiem. „Moja mama zapewniała wszystkie atrakcje: popcorn w czasie północnych gry w Monopoly, naleśniki na śniadanie, możliwość pogaduszek na osobności, chichoty do późna w nocy. Ale nie mogliśmy spać w czyimś domu, chyba że rodzice byli tam razem z nami”. 

„Widziałem tyle dziwactw w domach moich przyjaciół, i to w czasie dnia” wspomina adwokat, ojciec trójki dzieci. „Mój najlepszy przyjaciel przeglądnął po raz pierwszy ‘świerszczyki”, gdy spędzał noc w domu swojego kolegi z sąsiedztwa. Być może żałowałem, że moi rodzice byli tak surowi, gdy byłem młodszy, ale w głębi serca wiedziałem, że mieli rację, gdy trzymali nas w naszym miłym, wygodnym i bezpiecznym domu”. 

„Nigdy nie pozwalałam im się za bardzo oddalać, gdy były małe” mówi matka dwóch synów, zapytana, jak wychowywać tak posłusznych synów, jak jej. „Moje dzieci mogły wyprawiać się pod namioty albo na zielone szkoły, gdzie inni rodzice byli opiekunami, ale jeżeli ja albo mój mąż nie jechaliśmy z nimi, one także nie jechały. Mąż rozważał wysłanie bardziej „utalentowanego” syna do prestiżowej szkoły z internatem, ale powiedziałem, że nie ma mowy. Nie mogłam pozwolić, by rodzina rozjechała mi się w różne kierunki; czas, jaki mieliśmy dany dla siebie i tak był za krótki.”

„Żadnych niań i opiekunek w naszej rodzinie” powiedziała babcia pięciorga wnucząt. „I nawet nie powiem, że miałam na to ochotę! Sama wychowałam rójkę dzieci, bez żadnej pomocy; nie miałam koło siebie ani rodziców, ani teściów. Rodzina z jednym żywicielem oznaczała, że zawsze spędzaliśmy wakacje gdzieś niedaleko domu i jeździliśmy używanym samochodem. Mieszkaliśmy w małym domku. Do pracy wychodziłam dopiero, gdy dzieci były w szkole, ale zawsze byłam już w domu, gdy wracały, by przywitać je uśmiechem, uścisnąć i dać zjeść. Do dziś moje dzieci mówią mi, że zapach masła orzechowego i dżemu daje im poczucie bezpieczeństwa”. 

Inna matka czworga dzieci, która mogłaby pozwolić sobie na nianię z zamieszkaniem, uzgodniła z mężem już dawno temu, że pomoc domowa będzie pomagała z praniem, sprzątaniem i zakupami, ale gotowanie i opieka nad dziećmi należy wyłącznie do rodziców. „Mój mąż uważa, że kolacja znajduje się na stole przy pomocy jakiejś magii” śmieje się niepracująca matka z dyplomem uczelni ekonomicznej. „Ale, dzięki Bogu, jest bardzo pomocny z dziećmi, więc mam swoją dolę „odpoczynków”. Gdy potrzebujemy wyjść wieczorem we dwójkę, korzystamy z pomocy dziadków lub mojej siostry, nigdy z pomocy obcych ludzi”.

 

  1. Nie rozpieszczaliśmy dzieci, nie chwaliliśmy ich ponad miarę

„Dla mnie jest ważne, by dzieci nie wyrastały w tej „społeczności braci i sióstr” powiedział mi nauczyciel akademicki i ojciec trojga dzieci.

Gdy spytałam się, co oznacza to sformułowanie „społeczność braci i sióstr”, wyjaśnił, że jest to środowisko, gdzie dorośli traktowani są i zachowują się jak dzieci. „Wydłużamy okres dorastania, gdy mówimy: „Oj, ma teraz trudny okres, ma dopiero 16 lat, wyrośnie z tego”. Kiedy wyrośnie? Przez tysiąclecia dojrzewanie płciowe było granica dorosłości; dzisiaj mamy absolwentów uniwersytetów, którzy zachowują się jak dzieci: napaści złego humoru, nieodpowiedzialne zachowanie, brak poczucia odpowiedzialności za cokolwiek”.

Ten ojciec świętuje każde urodziny swojego dziecka, dając im nową zabawkę… oraz nowy obowiązek. „Gdy mój syn skończył 7 lat, dałem mu w prezencie zabawkową ciężarówkę do zabawy w piaskownicy, ale także powierzyłem mu nowe zadanie – miał przez rok sprawdzać przed snem, czy wszystkie drzwi w domu są zamknięte”.

Zarówno on, jak i jego żona uważają, że własne obowiązki w przypadku nawet małego dziecka wykształcają poczucia współodpowiedzialności oraz rycerskości.

Ostatnio dużo myślałam, gdy jedna z moich znajomych grzecznie odmówiła na zaproszenie jej córki, by podczas jednego ze spotkań w meczecie wyrecytowała swój wiersz, który został nagrodzony w lokalnym konkursie. „Ma sza’Allah, w ostatnim tygodniu tyle się jej nachwalono z powodu tego wiersza” wzdychała matka. „Przedwczoraj nawet miaął okazje, by wypowiedzieć się dla miejscowej stacji telewizyjnej. Myślę, że nie jest to zbyt pożyteczne dla jej ego, by znajdowała się zbyt długo w centrum uwagi, dlatego tez mam zamiar powiedzieć „nie”.

Ta matka uważa, żę pochwała staje się zbyt „tania”, gdy spływa za coś, nad czym dziecko nie ma zbyt wiele kontroli; uważa, że na pochwałę dziecko musi sobie zasłużyć swoim wysiłkiem. „Co za pożytek, by powtarzać dziecku, które dostaje w szkole same piątki, że jest bardzo inteligentne? Albo ładnemu dziecku, że jest piękne? Dużo więcej sensu ma powiedzenie dziecku, które z dużym wysiłkiem napisało pracę domową „Jestem z  ciebie dumny, że zrobiłeś to bardzo trudne zadanie”.

Jedna z matek jest często pytana o sekret zadowolenia jej dzieci z życia: „Szczerze mówiąc, odkryłam te tajemnicę przez przypadek. Nigdy nie staraliśmy się o kupowania naszym dzieciom ostatnich nowinek technicznych i gadżetów. Aby kompensować im te rzeczy, których nie kupowaliśmy, dajemy im coś innego, co jest za darmo, ale ma swoją wartość: nasz czas. Ja z nimi piekę, mąż z nimi się siłuje. Walamy się razem na łóżku i czytamy. Myślę, że rzadko są niezadowolone z rzeczy które mają, bo nauczyły się cieszyć tymi niewieloma rzeczami, jakie mają. Nie mają roszczeń. A ponieważ nigdy nie działało na nas ich wycie o cokolwiek, po prostu tego już nie robią”. 

A ojciec dodaje: „Szczerze mówiąc, rozpieszczamy je, ale rozpieszczamy czymś, co jest trwałe i nie ulotne – nasza miłość”.

 

  1. Mów do swoich dzieci… z miłością

Pewnego razu śpiewałam z moimi dziećmi piosenkę: “Rain, rain, go away; Come again another day; Shaan and Ameen want to play” (Deszczu, deszczu, odejdź stąd, przyjdź innego dnia. Shaan i Ameen chcą się bawić), gdy mój brat się wtrącił i zwrócił mi uwagę: „Nie ucz ich tej piosenki! Deszcz jest błogosławieństwem. Chyba nie chcesz, by odpędzały od siebie błogosławieństwo tylko dlatego, że chcą się bawić!”.

Trochę poeksperymentowaliśmy z tekstem i zaśpiewaliśmy: “Rain, rain, pour, pour, pour; You’re a mercy from our Lord; Rain, rain, fall on me; I turn to Allah gratefully” (Deszczu, deszczu, padaj sobie, jesteś błogosławieństwem od naszego Pana. Deszczu, deszczu, padaj na mnie, będę dziękował Allahowi). Do dziś, gdy niebo zachodzi chmurami w dzień, kiedy dzieci chciały się bawić na dworze, pocieszają się nawzajem: „To dobrze, Kalifornia potrzebuje deszczu, Allah jest dla nas łaskawy”.

Uwaga mojego brata przypomniała mi poradę, jaką rodziny bardzo często mi powtarzały: Nigdy nie zaniedbuj możliwości nauczenia czegoś.

„Gdy twoje dzieci są jeszcze małe, powinieneś wykorzystać każdą nadarzającą się okazje, by je prowadzić, napominać, doradzać im” mówi iracki ojciec dwóch dziewczynek. „Oczywiście, jest cienka granica między wbijaniem do głowy i nauczaniem, między autorytarnymi stwierdzeniami i wnikliwością. Mimo wszystko, namawiam dzieci, by spojrzały na wszystko krytycznym okiem. Jakie ma znaczenie wszystko to, co nas otacza? Dlaczego ta reklama na billboardzie twierdzi, że właśnie ta jedna marka napoju zapewni udaną imprezę? Dlaczego kierowca użył właśnie w taki, a nie inny sposób klaksonu? Dlaczego w tym filmie rodzice są przedstawieni jako niewydarzeni idioci? Czy czekając w długiej kolejce masz prawo podnieść głos na urzędnika w banku? Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj ze swoimi dziećmi! Nawet, jeśli nic nie odpowiedzą, bądź pewien, że cię słuchają!”.

„Chcę, by moje słowa trafiły do głów moich dzieci, gdy są jeszcze małe” mówi jedna z matek. „Tyle rzeczy konkuruje o to, by mieć dostęp do umysłów naszych dzieci; ja chcę zapewnić sobie taki dostęp, gdy jeszcze mogę. Przyjdzie taki czas, gdy trzeba będzie pozostawić rzeczy swoimi własnemu losowi, ale mam nadzieję, że moje dzieci zawsze będą pamiętały najważniejsze nauki z domu rodzinnego, nawet, gdy będą już dorosłe, in sza’Allah”.

Wszystkie rodziny które wywarły na mnie pozytywne wrażenie, podkreślały wagę tego, by być razem z dziećmi, odpowiadać z cierpliwością i szacunkiem na ich pytania, nie irytować się z powodu ich myśli, które zdają się być chaotyczne, śmiać się ze zrozumieniem z ich żartów, podtrzymywać kontakt wzrokowy z dziećmi podczas rozmowy. Dzieci wiedzą, że mogą zadać każde pytanie, że mogą o wszystkim porozmawiać i nie obawiają się osądu ze strony rodziców.

„Znasz to powiedzenie, że nie ma głupich pytań?” pyta się moja irańska koleżanka, stypendysta Fullbrighta. „Szczerze mówiąc, tak właśnie jest u nas w rodzinie. Mogłam się mojej mamy spytać dosłownie o wszystko i zawsze byłam pewna, że otrzymam szczerą odpowiedź. Czasami powiedziała mi, że musze trochę poczekać, aż będzie w stanie nauczyć mnie pewnych prawd, ale zawsze czekałam cierpliwie, bowiem wiedziałam, że dowiem się prawdy”.

Inny szanowany doradca rodzinny ostrzega rodziców, by wystrzegali się pułapki zbytniej gadatliwości i zbytniego obarczania synów i córki odpowiedziami. „Dzieci to mali ludzie, z małymi sercami i muszą być traktowani z szacunkiem i uwagą, by ich uczucia nie zostały urażone” dodaje. „Ale nie ma potrzeby, by wyjaśniać każdy szczegół, każdą drobnostkę swojemu dziecku. „Kochanie, musisz mi pozwolić zrobić jedną rzecz, zanim zrobię drugą. I jeśli skończę z jedną, zrobię drugą, a gdy się z nimi uporam, poczytam ci. Dobrze?”. Nie, czasami musisz dac do zrozumienia dziecku: „Ponieważ tak powiedziałam”. I one muszą się z tym pogodzić”.

Moja arabska koleżanka opisała mi kiedyś sposób, w jaki jej mama reagowała, gdy ona ze swoim rodzeństwem źle się zachowywała, gdy byli mali: „Niech Allah cie poprowadzi!” krzyczała w złości. „Niech Allah się nad nami wszystkimi zmiłuje!”. Nieuniknionym skutkiem takiego zachowania było to, że córka wyrosła na matkę bliźnią, która teraz modli się za swoje dzieci, zamiast przeklinać je w momentach największej frustracji.

Właśnie dzisiaj Shaan opowiedział mi, jak jego młodszy kuzyn zareagował, gdy zobaczył, że Ameen rzuca kulki z błota na drewnianą ścianę. „Mamo, on krzyczał „Subhana’Allah! Allahu Akbar!” opowiadał rozbawiony syn. “On zachowuje się dokładnie jak jego tato; mówi te same rzeczy, które mówił nasz wujek”.

 

  1. W rodzinie był praktykujący ojciec, który wdrażał je w kwestie religijne

Oczywiście, niektóre muzułmańskie matki zdołały wychować fantastyczne muzułmańskie dzieci, chociaż ich mężowie nie tylko nie wspierali ich, ale nawet byli niezadowoleni z faktu, że matka nauczała dzieci podstaw religii. I są także samotne matki, które wykonują wielką pracę na rzecz Ummy, poprzez swoje poświęcenie i starania wychowując następne pokolenie wiernych muzułmanów. Wszyscy bardzo dobrze wiemy, że matka jest pierwszą szkołą religijną swoich dzieci. I mamy tysiące przykładów matek, które całe noce spędzały na dywaniku modlitewnym, modląc się za swoje rodziny – ich sekrety zna jeden tylko Allah.

Ale są też apatyczne matki z bardzo religijnymi mężami… i ich dzieci zwracają się ku swoim ojcom, jak kwiaty do słońca. Ilu znamy młodych ludzi, którzy wznoszą oczy do nieba widząc religijność swoich matek, jednocześnie uważając swoich lubiących rozrywkowych, świeckich, światowych ojców za przykład racjonalizmu i mądrości? Jest pewien wpływ, jaki ojcowie wywierają na swoich dzieciach, i jego głębi nie możemy nigdy do końca zrozumieć. Jak jest naprawdę zobaczymy wtedy, gdy stwierdzimy, z którego z rodziców dziecko bierze największy przykład.

Większość rodzin, z którymi rozmawiałam, doświadczyła zalet emira rodziny; był to człowiek, który prowadził modlitwy wraz ze swoimi dziećmi, ojciec, który delikatnie, lecz stanowczo wdrażał poczucie skromności w swoich synów i córki, mąż, który zapewniał zonie spełnienie jej wszystkich praw, lecz nie naciskał w kwestii zaspokojenia swoich własnych, odpowiedzialny żywiciel, tato, który przerywał plotkowanie, gdy tylko się rozpoczynało, patriarcha, który śpieszył się do meczetu na piątkową modlitwę, muzułmanin, który trzymał się swoich zasad (zarówno wtedy, gdy nie pozwalał swoim współpracownikom skracać imienia z Mohammad do Mo, jak i wówczas, gdy nie chciał wyruszać w podróż w piątek, by nie uniemożliwiło to mu udziału w modlitwie z kongregacją). Dorosłe dzieci pamiętają równowagę duchową swojego ojca i przykład, jaki dał im swoim życiem, także wówczas, gdy same stają się rodzicami; z własnej woli idą w jego ślady, ponieważ nie narzucał swoich przekonań siła, gdy były młodsze.

„Moja matka czytała lekcje, uczyła, upominała i wciąż zwracała nam uwagę, gdy dorastaliśmy” wspomina z rozbawieniem matka trzech synów. „Mój ojciec powiedział mi może z pięć rzeczy, które związane były z religią, przez całe swoje życie… i mimo to, właśnie je wszystkie pamiętam; nigdy ich nie zapomniałam. Chciałabym, by dzielił się częściej swoimi przemyśleniami ze mną”.

Pamiętam, jak dawno temu, w szkole podstawowej, powtarzałam przygotowując się do egzaminu przy stole w kuchni słowa, jakie nauczył mnie starszy kuzyn: „Jeżeli tylko Allah pozwoli mi zdać ten egzamin na piątkę, w podzięce odmówię modlitwę ze stu pokłonami”, i przewróciłam kartkę.

Mój ojciec spojrzał się na mnie znad gazety: „Allah nie potrzebuje twoich modlitw”, spokojnie zaznaczył. „Jeżeli chcesz dostać piątkę, ucz się pilnie i módl się o Jego pomoc, ale nie potrzebujesz przekupywać Boga”.  Wiele lat później siedziałam na wykładzie znanego szejka i zapisałam jego porady: „Nie bądź merkantylna w swojej wierze. Odejdź od podejścia „Daj mi, a ja będę się modlił”. Ta prawda przypomniała mi to, co usłyszałam od swojego ojca 25 lat wcześniej.

 

PODSUMOWANIE

Chociaż jestem zwolennikiem wszelkich poradników i „list 10 najlepszych sposobów”, nigdy nie pozwoliłam się omamić wiarą, że można mieć gwarancję wychowania religijnych dzieci. Oczywiście, jestem świadoma tego, że największy człowiek w historii, Prorok Muhammad (SAW) początkowo był wychowywany przez samotną matkę… a także tego, że jeszcze jako dziecko został wysłany na pustynie, by tam mieszkać wśród Beduinów. Wiele z przytoczonych tutaj „zasad” nie miały zastosowania do Jego błogosławionego życia. On był wyjątkowym przypadkiem, gdyż wychowywał Go sam Allah. To, co możemy zrobić, to wypracować pewne ramy, w nadziei, że uda się nam osiągnąć to, co Prorok (SAW) osiągnął dzięki Boskiej łasce.

Jeżeli chcemy odnieść w czymś sukces, powinniśmy patrzeć na przykład tych, którym to się udało przed nami. Każdy z nas znajdzie coś, czego może się nauczyć, korzystając z doświadczeń innych.

Być może, ktoś przejrzy przytoczony powyżej spis rad i powie: „Nic z tego nie robiliśmy, jednak nasze dzieci wyrosły na dobrych ludzi”.

Takim ludziom powiem Alhamdu li-Lah! To prawda, że wiele dzieci, w stosunku do których nie zastosowano żadnej z powyższych rad, dzięki łasce i miłosierdziu Boga wyrosło na wzorcowych muzułmanów.

Nie wchodząc także w szczegóły dodam, że widziałam przykłady, kiedy dzieci religijnych, praktykujących i kochających rodziców były przyczyna ich wielkiego zawodu. Tacy rodzice znajdują się w towarzystwie niektórych proroków, np. Adama i Noego (PBUT), których synowie także odrzucili ich nauki – jednak ci ojcowie byli wśród najlepszych z żyjących na ziemi ludzi, to byli rodzice, którzy bez przerwy się modlili, którzy uzyskiwali od Najwyższego wskazówki i prowadzenie. My możemy się tylko modlić do Boga, by nie wystawiał nas na próbę poprzez nasze dzieci, tak jak to było w przypadku tych wielkich ludzi i ich żon. Warto wiedzieć, że wielu spośród mężczyzn i kobiet, których opinie przytoczyłam w moim artykule, zdradziło mi w sekrecie, że czasami mieli poczucie porażki w wypełnianiu swoich obowiązków jako rodzice, ale żywili nadzieję, że z Boską pomocą wszystkie przeszkody można pokonać. Koniec końców, wszyscy oni doszli do przekonania, że robili to, co w ich mocy, ale i tak trzeba było podporządkować się woli Allaha.

Wielkim pocieszeniem jest, że nagroda dla rodziców nie zależy od tego, jakimi ludźmi będą w przyszłości ich dzieci, ale od starań i intencji, jakie mieli wychowując je, od tego, co rodzice uczynili, by zapewnić siłę ich wiary. Wszystko, co możemy, to podejmować te starania, rezultat zależy od Boskiej woli. „Nawet, gdy ktoś zboczy z dobrej drogi” doradza jeden z uczonych, „należy zostawić mu otwarte drzwi i modlić się, by pewnego dnia wrócił na nią. Nigdy nie powinniśmy zrywać stosunków; nigdy nie powinniśmy tracić nadziei w Bożą łaskę i prowadzenie”. 

„Rodzicielstwo i funkcjonowanie w dzisiejszym świecie to wielkie wyzwanie” stwierdziła jedna z moich znajomych. „Mamy wielkie oczekiwania co do tego, jakimi chcemy być rodzicami, staramy się je osiągnąć, a następnie smuci nas, gdy widzimy swoje błędy i porażki. Myślę, że sedno sprawy tkwi w odwadze, by wciąż od nowa powtarzać swoje intencje i modlić się o sukces tawfiq”.

Nikt z rodziców, z którymi rozmawiałam, nie czuł się pewien sukcesu, nikt nie uważał, że jego praca jest zakończona i można osiąść na laurach. Wciąż się modlili o małe, codzienne sukcesy, mimo że od dawna wszyscy chwalili ich za to, jak dobrze wychowali swoje dzieci. „Nie me znaczenia, jak dobrze przeżywamy nasze życie” stwierdził miejscowy uczony, ojciec dwóch dziewczynek. „Co się naprawdę liczy, to to, jak zakończymy nasze życie na tym świecie (husn al.-khatima)… nie jesteśmy bezpieczni, dopóki nie umrzemy z wiarą w naszych sercach”.

Mając to na uwadze, modlimy sie do Allaha, by udzielił nam suplikacji o “dobre potomstwo”, jaka dał On w Koranie prorokom Abrahamowi, Zachariaszowi i matce Marii (PBUT). Modlimy się, byśmy zdołali być dobrymi nauczycielami naszych dzieci, którym przekażemy naszą szlachetną religię jak cenny prezent przekazywany z pokolenia na pokolenie. Byśmy nie byli „słabym ogniwem”. Amen 

„Panie mój! Uczyń, abym odprawiał modlitwę, i tak samo względem mego potomstwa! Panie nasz! Przyjmij moją modlitwę! Panie nasz! Przebacz mi i moim rodzicom, i wszystkim wierzącym w Dniu, kiedy nastąpi rachunek!” (Koran, 14:40)

 

ZALECENIE RÓŻNE

Jeżeli chodzi o literaturę biograficzną sirah, uważam, że potrzeby mojej rodziny najlepiej zaspokaja „Life of the Prophet Muhammad (SAW)” Leili Azzam. Streszczenie przeznaczonej dla dorosłego czytelnika świetnej biografii Proroka (SAW) pióra Martina Linga jest często wykorzystywane na zajęciach ze studentami szkół wyższych, dlatego można być pewnym, że zachowany jest wysoki standard stylistyki i interpunkcji – a to często stanowi niedostatek, niestety, dziecięcych książek o Islamie. Rodzice młodszych dzieci nie musza się martwić, że zawarte tam treści są zbyt skomplikowane dla ich pociech’ moja przyjaciółka umiała wykorzystać tę książkę dla mojego syna w wieku przedszkolnym i jego kolegów, gdy uczyła ich o Proroku (SAW). Łatwo sobie wyobrazić  moje zadowolenie, gdy mój pięciolatek w czasie mojego „dorosłego” kursu Sirah w meczecie co chwila odwracał się do mnie, ciągnął mnie za rękaw i szeptał: „Ojej, a ja znam historię Bilala (RA), gdy mówił „Ahad, ahad”. Mamo, mamo, a ja uczyłem się o Buraku u mnie na lekcji! Wiesz, co? Ciocia uczyła nas dzisiaj o Jaskini Byka!”

Jeżeli chodzi o muzułmańskie media, z przyjemnością chciałabym przedstawić relatywnie młodego artystę wykonującego naszidy, który występuje jako Talib al-Habib. Jego przepiękny naszid „Songs of Innocence” zawsze wyciska mi łzy z oczu. W słowach tej pieśni zawarte są wszystkie rady, jakie każdy rodzic na świecie chciałby przekazać swojemu dziecku, przemawiają one do serca każdego ojca i każdej matk na całym świecie; to piękne podsumowanie naszych nadziei i oczekiwań w stosunku do dzieci. Wciąż na nowo odnosiłam korzyść ze słuchania jego muzyki w akompaniamencie wyłącznie instrumentu daff (bębenek). Ostatnio powtarzałam z dziećmi podstawowe zasady akidy (wyznania wiary) i zachęcałam je do zapamiętania ich wszystkich, a wtedy ni stąd, ni z owąd zaczęły śpiewać pieśń Taliba al-Habiba „IMan: Articles of Faith”. Zorientowałam się, że nie muszę niczego ich w tym zakresie uczyć, bowiem już wszystko zapamiętały pod słodką muzykę tego utworu. Zdaję sobie sprawę, że mówię w imieniu wszystkich rodziców, gdy podkreślam, jak dobrze jest odnaleźć jakąś „rozrywkę”, która okazuje się także instrumentem nauczania.

21 stycznia 2010 r., Hina Mukhtar

HINA KHAN-MUKHTAR 2010. ALL RIGHTS RESERVED.

 


 

Tłumaczenie: Kudajbergen

 

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.