Początki emigracji

Po zawarciu drugiego paktu w Al-Akabie Jasrib stało się nowym ośrodkiem islamu. Było to jedno z największych osiągnięć tej religii od początku jej głoszenia. To właśnie wtedy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pozwolił muzułmanom na emigrację.


Emigracja z Mekki do Jasrib nie była dla muzułmanów łatwa. Oznaczała porzucenie domu, rodziny i majątku dla nieznanej przyszłości. Poza tym trzeba było pokonać niemal pięćset kilometrów niebezpiecznej drogi przez pustynię. Mimo to muzułmanie – w pełni świadomi ceny, jaką muszą zapłacić – zaczęli emigrować, a bałwochwalcy – poczuwszy zagrożenie – starali się im to uniemożliwić.


Pierwszym muzułmaninem, który wyemigrował (według Ibn Ishaka było to rok przed drugim układem w Al-Akabie) był Abu Salma. Chciał emigrować razem z żoną i synkiem, ale jej rodzina nie zgodziła się na to, by odbyła tak długą i ciężką podróż do Jasrib. Z kolei rodzina Abu Salmy pogniewała się na rodzinę jego żony za to, że tamci odebrali mu żonę wraz z ich potomkiem. Doszło do tego, że ludzie z obu rodzin wyrywali sobie chłopca tak, że zwichnęli mu rękę, aż w końcu dziecko przejęła rodzina ojca, odbierając je matce. Wreszcie Abu Salma wyemigrował sam. Jego żona po stracie męża i syna wpadła w rozpacz, a gdy przez rok jej stan nie poprawiał się, zlitowano się nad nią, oddano jej dziecko i pozwolono, by dołączyła do męża. Wyruszyła w drogę, w której nie towarzyszył jej nikt poza małym synkiem. Podczas podróży napotkała Usmana bin Abi Talhę, który odprowadził ją aż do domu męża w Jasrib, a następnie wrócił do Mekki, gdzie mieszkał.


Drugim muzułmaninem, który wyemigrował, był pochodzący z Bizancjum Suhajb Ar-Rumi. Gdy Kurajszyci dowiedzieli się, że chce przenieść się do Medyny, powiedzieli mu: „Przyjechałeś do nas jako nędzny włóczęga, po czym dzięki nam wzbogaciłeś się i osiągnąłeś wysoką pozycję, czy zamierzasz teraz zabrać swój majątek i wyjechać?! Nie pozwolimy!” Suhajb spytał: „A jeżeli oddam wam mój majątek, pozwolicie mi pojechać?” Gdy tamci odpowiedzieli twierdząco, Suhajb oświadczył: „Oto oddaję wam mój majątek”.
Kiedy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) dowiedział się o tym geście, powiedział: „Jak wiele Suhajb zyskał na tej transakcji!”


Umar bin al-Chattab, Ajjasz bin Abi Rabi’a i Hiszam bin al-Asi bin Wa’il umówili się, że razem opuszczą Mekkę. Jednak Hiszam w noc przed wyjazdem został uwięziony i emigrowali tylko Umar i Ajjasz. Gdy już przybyli do Jasrib, przyjechali do nich Abu Dżahl i Al-Haris, którzy pochodzili od tej samej matki, co Ajjasz, i powiedzieli mu:
– Nasza matka tak się zasmuciła z powodu twojego wyjazdu, że przysięgła, iż nie uczesze się ani nie schroni przed słońcem, póki cię nie zobaczy. Zlituj się nad nią i wróć.
Umar ostrzegł Ajjasza:
– Na Boga, twój lud chce jedynie, byś porzucił swoją religię, strzeż się ich! Przecież jeśli twojej matce będą dokuczały wszy, zacznie się czesać, a gdy słońce w Mekce stanie się mocniejsze, na pewno będzie się przed nim chronić!
Mimo to Ajjasz zdecydował, że pojedzie do Mekki, żeby uspokoić matkę, a później wróci. Umar wobec tego polecił mu:
– Jeśli już chcesz jechać, to weź moją wielbłądzicę. Jest rącza i posłuszna. Trzymaj się jej grzbietu, a gdy ktoś ci zagrozi, uciekaj na niej!
Ajjasz wyruszył w drogę. W pewnym momencie Abu Dżahl poskarżył się na swojego wielbłąda i poprosił go, by mógł jechać razem z nim na wielbłądzicy Umara. Gdy Ajjasz zgodził się i zszedł na ziemię, tamci rzucili się na Ajjasza, związali go, i wjeżdżając do Mekki, pokazali go ludziom i zawołali: „O, ludzie z Mekki, tak róbcie z głupcami spośród was!” [63]
Oto przykłady tego, jak bardzo bałwochwalcy starali się uniemożliwić muzułmanom emigrację. Mimo to już dwa miesiące i kilka dni po drugiej przysiędze w Al-Akabie spośród muzułmanów w Mekce pozostali jedynie Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), Abu Bakr, Ali – którym Prorok nakazał pozostać – oraz ci, których uwięziono, by uniemożliwić im wyjazd.


Al-Buchari przekazuje słowa Aiszy (niech Bóg będzie z niej zadowolony):
„Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział muzułmanom w Mekce: Widziałem miejsce, dokąd wyemigrujecie – to gaj palmowy pomiędzy dwoma rozlewiskami lawy – po czym prawie wszyscy udali się do Medyny, także ci, którzy wrócili z emigracji w Etiopii. Gdy Abu Bakr także przygotowywał się do wyjazdu, Wysłannik Boga powiedział mu: Nie spiesz się, czekam, aż dozwolone mi będzie emigrować. Abu Bakr pozostał więc, i przez cztery miesiące dokarmiał swoje wierzchowce, by miały siłę na nadchodzącą podróż”.

12.1 Narada starszyzny kurajszyckiej

Gdy poganie zobaczyli, jak towarzysze Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wyjeżdżają ze swoim potomstwem i majątkami do Jasrib, poczuli wielki niepokój i strach o przyszłość ośrodka religijnego i gospodarczego, jakim była Mekka. Kurajszyci znali bowiem wpływ, jaki Muhammad – niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo – wywierał na swoich naśladowców i wiedzieli, jakim autorytetem się u nich cieszył. Znali zdecydowanie i nieugiętość jego towarzyszy oraz gotowość do poświęcenia się dla niego. Wiedzieli, jak silne są plemiona Al-Aus i Al-Chazradż, oraz wiedzieli, że ich przywódcy postanowili porzucić dawne konflikty i długoletnie wojny, i zjednoczyć się. Wiedzieli o strategicznym położeniu miasta Jasrib, które leżało tuż przy szlaku karawanowym, prowadzącym przez wybrzeże Morza Czerwonego z Jemenu do Syrii. Wartość transakcji handlowych pomiędzy Mekką a Syrią wynosiła ćwierć miliona złotych dinarów rocznie, co obejmowało także towary z innych miast Arabii, takich jak At-Ta’if, w handlu z którymi pośredniczyli Mekkańczycy. Oczywistym jest, że powodzenie handlu było całkowicie zależne od stabilności i bezpieczeństwa tego szlaku. Można się zatem domyślić, jak wielkim zagrożeniem dla Kurajszytów było uczynienie z Jasrib ośrodka misji głoszenia islamu i nieprzyjazne stosunki pomiędzy mieszkańcami obydwu miast. Starszyzna mekkańska poszukiwała sposobu na odsunięcie tego zagrożenia, którego jedynym źródłem był niosący chorągiew islamu Muhammad (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).


W czwartek dwudziestego szóstego dnia miesiąca safar czternastego roku Objawienia (dwunastego września 622 r. kalendarza gregoriańskiego; około dwóch i pół miesiąca po drugim układzie w Al-Akabie) odbyła się największa w historii Kurajszytów narada, w której udział wzięły wszystkie ważne osobistości tego plemienia, a jej celem było ostateczne rozwiązanie kwestii islamu i zapobieżenie szerzeniu się tej religii raz na zawsze. W naradzie uczestniczyli między innymi Abu Dżahl, Dżubajr bin Mutim, Szajba bin Rabi’a, Utba bin Rabi’a, Abu Sufjan bin Harb, An-Nadr bin al-Haris, Abu al-Buchturi bin Hiszam, Zama bin al-Aswad, Hakim bin Hizam oraz Umajja bin Chalaf. Na naradę przyszedł także Szatan (Iblis), przybrawszy postać starego człowieka. Zapytano go, kim jest.
– Jestem szejkiem z Nadżdu [64] – odpowiedział – słyszałem o waszych kłopotach i mogę wam pomóc.
Ponieważ jego wygląd budził zaufanie, Kurajszyci zgodzili się, aby wziął udział w ich spotkaniu.

12.2 Decyzja zabicia Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo)

Po tym, jak zebrała się narada, zaczęto przedstawiać propozycje i rozwiązania. Dyskusja trwała bardzo długo. Najpierw Abu al-Aswad przedstawił swoją propozycję:

– Wypędźmy go z naszego kraju i nie przejmujmy się tym, dokąd pójdzie i gdzie się zatrzyma. Wtedy problem się rozwiąże, a sytuacja wróci do normy.
– Nie, zaprawdę, to złe rozwiązanie! – zaprotestował szejk z Nadżdu. – Czy nie słyszeliście, jak pięknie i elokwentnie przemawia, jak łatwo zdobywa władzę nad sercami ludzi? Zaprawdę, jeśli to zrobicie, to wtedy tam, dokąd pojedzie, przekona do siebie innych Arabów, zbierze wojsko, wróci z nim i zajmie Mekkę!
Opinię Abu al-Aswada odrzucono.
– Skujmy go w kajdany i zamknijmy, tak jak uczyniono to z innymi poetami, póki nie umrze – odezwał się Abu al-Buchturi. Szejk z Nadżdu odrzucił i tę propozycję:
– Nie, zaprawdę, to złe rozwiązanie! Jeżeli go zamkniecie – tak jak powiedzieliście – to wtedy jego towarzysze dowiedzą się o nim, napadną na was, jego zabiorą, a was pokonają. Pomyślcie o czymś innym.
Po wszystkich propozycjach wreszcie pojawiła się taka, którą zaakceptowali wszyscy członkowie narady. Przedstawił ją Abu Dżahl:
– Wymyśliłem coś, o czym jeszcze nie pomyśleliście!
– A cóż to takiego, Abu al-Hakamie? – spytali zebrani.
– Z każdego klanu wybierzmy silnego, wyćwiczonego w walce mężczyznę. Każdemu z nich dajmy ostry miecz i niech pójdą do niego, uderzą w niego jak jeden mąż i zabiją. Pozbędziemy się go, ponadto nie będzie groziła nam zemsta ze strony jego klanu, jako że wina za zabójstwo spadnie na wszystkie klany, z którymi Banu Abd Manaf nie będą przecież walczyć! Zdecydują się więc na wzięcie odszkodowania, a my im je damy.
– To, co powiedział ten człowiek, to jedyne dobre zdanie – powiedział szejk z Nadżdu.
Wszyscy zgodzili się na to rozwiązanie, rozeszli się do domów i zaczęli przygotowania do szybkiej realizacji planu.


63. Ajjasz został uwięziony wraz z Hiszamem. Pewnego dnia po tym, jak Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wyemigrował, zwrócił się do towarzyszy: „Kto uwolni i przywiezie Ajjasza i Hiszama”? Zgłosił się Al-Walid bin al-Walid, który następnie przybył do Mekki po kryjomu, i śledząc kobietę, która przynosiła uwięzionym jedzenie, zlokalizował miejsce ich przebywania. Byli zamknięci w domu bez dachu. Gdy zapadła noc, Al-Walid przeskoczył przez ścianę, rozwiązał ich pęta i zawiózł do Medyny na swoim wielbłądzie.
64. Nadżd – kraina geograficzna na zachód od Mekki; tam leży dzisiejsza stolica Arabii Saudyjskiej – Rijad.

 

 

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.