Opowieść o Proroku Jonaszu

Oto historia o Jonaszu, synu Mutta. Prorok Muhammad (pokój z Nim) mówił o nim:- Nie stawiajcie mnie przed Jonaszem. Był on nazywany Jonaszem, Dan-Nun, Junan, był szlachetnym prorokiem wysłanym do swego ludu, by go nauczać, doradzać mu i prowadzić do dobrego, przypominając o Dniu Sądu. Miał wzbudzić w nim lęk przed piekłem i miłość do Raju. Zachęcał go, by czynił dobro i czcił tylko Allaha.

Dan-Nin próbował doradzać ludziom, ale nikt go nie słuchał, i nikt mu nie wierzył. Nadszedł przeto dzień, kiedy opanowała go rozpacz, a serce przepełniło się złością. Postanowił zatem swój lud opuścić. Allah Wszechmogący mówi w Koranie:

„I Jonasza… kiedy poszedł zagniewany, myśląc, że My nie mamy żadnej władzy nad nim. I zawołał w ciemnościach: „Nie ma boga, jak tylko Ty! Tobie niech będzie chwała! Zaprawdę, byłem wśród niesprawiedliwych!” Koran 21:87

Nikt prócz Boga nie wie, jaka złość, jakie uczucie i sentymenty opanowały Jonasza. Był zapewne zagniewany na swój lud, rozgoryczony i smutny. Skierował się ku wybrzeżu i postanowił odpłynąć statkiem ku innej krainie. Czynił tak jednak bez zezwolenia Boga. Nikt nie mógł zrozumieć, że prorok jest wysłany po to, by nawoływać. Jeśli zaś mimo wszystkich wysiłków misja nie odnosi pożądanych skutków, to nie jest już sprawa proroka. Nie może on jednak samowolnie opuszczać swego ludu.

W małym porcie zakotwiczony był statek, a słońce chyliło się ku zachodowi. Fale rozbijały się o brzeg i skały. Jonasz zauważył małą rybkę, która walczyła z falą, a potem rozbiła się o nią. Jonasz posmutniał i powiedział do siebie: – Gdyby miała za towarzysza dużą rybę, mogłaby ocaleć.

Przypomniały mu się utarczki z ludem oraz to, jak ich pozostawił. Jego uczucia złości i smutek jeszcze bardziej się nasiliły i tak wszedł na statek. Nie miał pewności, czy ucieka od przeznaczenia Allaha, czy też ku niemu zmierza. Nie zabrał także ze sobą żadnego pożywienia ani bagażu, nie było również przyjaciół towarzyszących mu w drodze do nadbrzeża. Był zupełnie sam.

Wszedł na pokład, a drzewo zaskrzypiało, aż zadrżało mu serce. Kapitan zapytał:- Czego chcesz? Pytanie uderzyło Jonasza, jak piorun:- Chciałbym płynąć twoim statkiem. Czy długo jeszcze będziesz czekać do wypłynięcia? Głos Jonasza był zmieszany ze złością i lękiem. Kapitan podnosząc głowę odpowiedział: – Odpłyniemy , kiedy nadejdzie następny przypływ. Kapitan nadal patrzył na Jonasza. Jonasz zapytał go niecierpliwie i z niepokojem:- Czy nie można wcześniej wypłynąć? Kapitan na to:- Żeglowanie z przypływem jest krokiem, który zadowala każdego szlachetnego podróżnika. Czy coś się stało Jonaszu, co cię trapi? Jonasz pospieszył z odpowiedzią:- Popłynę z tobą. Jaką chcesz zapłatę? Zapłacę natychmiast. Kapitan powiedział:- Przyjmujemy tylko złoto. – Dobrze,- powiedział Jonasz.

Kapitan spojrzał na Jonasza. Był inteligentny i szybko wyczuwał w ludziach lęk i niepokój. Jego wizyty w różnych portach świata, i jego pogląd na świat i ludzi wyrobiły w nim umiejętność odczytywania ludzkich uczuć. Kapitan wiedział, że Jonasz przed czymś ucieka. Podejrzewał, że popełnił przestępstwo. Jednak zachłanność nie pozwala mu go wydać, chyba że byłby notorycznym przestępcą. Jeśli jest w stanie zapłacić za podróż, to może z nim płynąć. Gdyby jednak nie miał złamanego grosza, byłby zatrzymany. Dlatego też kapitan chciał przetestować Jonasza zanim pozwoli mu wejść na pokład.

Kazał mu zapłacić trzy razy tyle, co inni. Kapitan wziął złoto przegryzał w zębach niektóre z monet, by wykryć fałszywą, ale nie znalazł. Jonasz stał upokorzony, a jego pierś się unosiła i opadała ze złości i strachu. W końcu kapitan pozwolił mu wejść na pokład. Jonasz powiedział:- Daj mi kajutę, bo jestem zmęczony i potrzebuję trochę wytchnienia. Kapitan powiedział, wskazując palcem lokum:- Wyglądasz na zmęczonego. To jest twoja kajuta. Jonasz padł na łóżko zmęczony tak, jak był, w ubraniach. Próbował zasnąć, ale nie mógł. Widok małej rybki, rozbitej o skałę nie dawał mu spokoju. Jonasz czuł ciężkie powietrze i westchnął głęboko.

W kajucie Jonasza wisiała lampa, przymocowana do ściany liną, która łagodnie się kołysała. Kiedy statek się przychylał, lampa i płomień przechylały się także. Wszystko, co było przymocowane do statku, było w ciągłym ruchu. Jonasz leżał na łóżku i patrzył w sufit, ale jego niespokojne oczy nie znalazły ukojenia. Podłoga kajuty, sufit i ściany wyglądały, jakby były pochylone. Wisząca lampa także wydawała się pochyła. Jonasz powiedział do siebie:- Tak jak moje sumienie wisi we mnie prosto, świeci jasno; lecz pokój, który zajmuje moja dusza jest pochyły.

Po tej wewnętrznej walce, Jonasza opanowało znużenie i zasnął. Gdy tylko usnął, przebudził się zaraz w przerażeniu, którego przyczyny nie mógł wyjaśnić. Nadszedł przypływ a załoga zrzuciła liny cumownicze. Statek odpłynął daleko od nadbrzeża. Płynął tak przez cały dzień na spokojnej wodzie z lekkim powiewem wiatru.

Nadeszła noc, a morze zmieniło się całkowicie. Nastał silny sztorm,tak, że Jonasz myślał, że rozerwie statek na kawałki. Fale to rosły wysoko, to opadały z ogromną siłą nadwerężając statek. Fale zmywały pokład bijąc tych, którzy na nim stali.

Za statkiem płynął ogromny wieloryb wypluwający wodę i otwierający paszczę. Allah Wszechmogący wydał nakaz, żeby wieloryb płynął za statkiem. Sztorm nadal trwał i załoga musiała zmniejszyć balast statku. Pudła i paczki zostały wrzucone do morza. Wycie wiatru się nasiliło a Jonasz był jeszcze bardziej przerażony. Wszystko w jego kajucie drżało. Starał się stać prosto, ale nie mógł. Siła fal rzuciła go do góry na pokład. Ledwie kapitan go zobaczył, jak przypomniały mu się wątpliwości i wrzasnął. Sztorm narastał w niezwykłym sposób, czuł, że to było z powodu grzesznika na pokładzie.

Kapitan powiedział:- Będziemy robić losowanie wszystkich na pokładzie. Ten, kogo imię zostanie wylosowane zostanie wyrzucony do morza. Zaczęła się próba Jonasza.

Rzucono losy. Wszyscy drżeli z niepokoju. Wyciągnięto los z imieniem Jonasza. Kapitan dla pewności rzucił losy jeszcze raz. Lecz także tym razem wylosowano Jonasza. Jeszcze po raz trzeci kapitan wyciągnął los, z tym samym wynikiem. Wszyscy zwrócili wzrok ku Jonaszowi. Kapitan przeczytał imię na losie a serce Jonasza zadygotało.

Sprawa została rozwiązana, to Jonasz miał być wrzucony do morza. Prorok zrozumiał idąc po pokładzie, że popełnił błąd pozostawiając w złości swój lud, myśląc, że Allah go za to nie ukarze. Jonasz popełnił błąd pozostawiając swój lud.

Oto teraz Allah zsyła na niego karę. Jonasz stał na brzegu burty i patrzył na rozszalałe morze i czarne fale. Noc była ciemna, bezksiężycowa a ciemne chmury zasłaniały gwiazdy. Chłód przenikał go do szpiku kości.

Kapitan zawołał:- Skacz, nieszczęsny podróżniku. Wycie sztormu się wzmogło a Jonasz próbował z całych sił utrzymać równowagę, by prosto wskoczyć do wody. Żeglarze na statku sądzili, że wahał się wskoczyć do morza. Wrzucili go zatem sami. Jonasza pochłonęła woda, jakby był kotwicą.

Wieloryb miał teraz Jonasza przed sobą, unoszonego przez falę. Połknął więc Jonasza i zamknął swą paszczę, jakby była zamkiem więzienia. Potem popłynął w głębię morza. Jonasz był zaskoczony, gdy postrzegł, że jest w brzuchu wieloryba, niosącego go na dno morza, gdzie panuje nieprzenikniona ciemność.

Z każdej strony panował mrok; w brzuchu wieloryba, w otchłani morza, mrok nocy. Jonasz myślał, że nie żyje. Jego zmysły się przebudziły, gdy sobie uświadomił, że może się ruszać. Wiedział teraz, że żyje i jest zniewolony we wnętrznościach morskiej bestii. Teraz też zaczął swą podróż do Allaha, jego serce zostało poruszone przerażeniem i skruchą, a język zaczął mówić:

„Nie ma boga, jak tylko Ty! Tobie niech będzie chwała! Zaprawdę, byłem wśród niesprawiedliwych!” Koran 21:87

Jonasz modlił się do Allaha powtarzając swe prośby.

Wieloryb tymczasem zmęczył się pływaniem i usadowił się na dnie morza, zasnął. Jonasz nadal się modlił. Nie przestawał być niespokojny ani nie przestawał płakać. Nie jadł nie pił ani się nie ruszał. Pościł, a jego jedynym pożywieniem było wychwalanie Allaha.

Ryby, wieloryby, rośliny, wszystkie istoty morza słyszały, jak Jonasz się modlił. Zebrały się wokół wieloryba i zaczęły też wychwalać Boga. Każda z nich używała do tego celu własnego sposobu, własnego języka. Wieloryb przebudził się.

Wieloryb poczuł strach. Jonasz jednak został w brzuchu wieloryba przez jeszcze jakiś czas. Nie wiemy dokładnie, jak długo to trwało.

Bóg widział szczerość skruchy Jonasza i słyszał jego modlitwy w brzuchu wieloryba. Wydał nakaz wielorybowi, żeby podpłynął do brzegu najbliższej wyspy i wyrzucił Jonasza na brzeg.

Ten tak też uczynił. Ciało Jonasza było obolałe z powodu kwasów, jakie znajdowały się w żołądku wieloryba. Był chory, a kiedy słońce wstało, jego promienie paliły jego ciało przyprawiając o przenikliwy ból. Wytrzymał jednak i dalej kierował swe modlitwy do Boga.

Allah spowodował, że wyrosło nam nim wysokie drzewo dla ochrony przed piekącym słońcem. Allah przebaczył Jonaszowi i powiedział mu, że gdyby nie jego modlitwy w brzuchu wieloryba do Dnia Sądu. Allah mówi w Koranie:

„I, zaprawdę, Jonasz był jednym z posłańców! Oto uciekł on na statek załadowany. I rzucał losy, i znalazł się między przegrywającymi. I połknęła go ryba, kiedy zasłużył na naganę. I gdyby nie był między wysławiającymi, to z pewnością pozostałby w jej brzuchu aż do Dnia, kiedy ludzie będą wskrzeszeni. Potem rzuciliśmy go na pustkowie i był chory. I spowodowaliśmy, iż wyrosło nad nim drzewo z dyniowatych – jaktin. Wtedy wysłaliśmy go do stu tysięcy albo jeszcze więcej. 0ni uwierzyli. Pozwoliliśmy im więc używać do pewnego czasu.” Koran 37:139-148

Jonasz, jednak był prorokiem zesłanym przez Allaha do ludzi, by prowadzić ich drogą prostą. Jako prorok miał przekazać przesłanie Boga bez zważania na to, czy lud zaakceptuje je, czy odrzuci. Na tym polegała jego odpowiedzialność i obowiązek. Allah Wzniosły dał Jonaszowi lekcję pokory i odpowiedzialności. Prorok powinien nauczać tylko dla Allaha, gdyż On zesłał go w tym właśnie celu. Takie było zadanie i nie powinien był kierować się gniewem ani też zrażać brakiem efektów swej pracy.

Jonasz odszedł od swego ludu bez nakazu i oto, co spotkało jego lud. Uwierzyli w niego po jego odejściu. Allah mówi:

„Gdyby znalazło się choć jedno miasto, które by uwierzyło i któremu pomogłaby jego wiara, oprócz ludu Jonasza! Kiedy oni uwierzyli, odsunęliśmy od nich karę hańby w życiu na tym świecie i pozwoliliśmy im używać do pewnego czasu.” Koran 10:98

Gdyby Jonasz został z ludem, wiedziałby o tym i jego serce byłoby spokojne. Jego pospiech był niczym innym, jak nieodpartym pragnieniem, by jego lud uwierzył. Allah ukarał go i nauczył, że prorok powinien tylko nawoływać. Nie jest bowiem zależne od niego, czy lud wejdzie na drogę Allaha, czy nie.

Źródło: „Opowieści o Prorokach. Od Adama do Muhammada (Pokój z Nim), Ahmad Bahgat, str. 102-105

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.