Drugi etap okresu mekkańskiego – misja jawna

Pierwszym objawieniem związanym ze zmianą prowadzenia misji głoszenia islamu jest werset sury Asz-Szu’ara (Poeci):

„[O, Wysłanniku!] Ostrzegaj najbliższych krewnych spośród swego rodu!” [17].

Owa sura mówi przede wszystkim o historii Mojżesza, od początku jego misji proroczej, do wyprowadzenia Synów Izraela z ziemi egipskiej i zatopienia Faraona wraz z jego wojskiem. Uważa się, że przytoczenie tej historii miało pokazać Prorokowi i jego towarzyszom, że napotkają liczne trudności, zostaną uznani za kłamców i będą prześladowani. Chodziło o to, by od początku jawnej misji byli świadomi powagi sytuacji. Z drugiej strony ta sura wspomina o losie ludzi, którzy uznali Bożych Posłańców za kłamców, przytaczając obok opowieści o Mojżeszu historię ludu Noego, ludów Ad i Samud, ludu Abrahama, ludu Lota oraz mieszkańców Gąszczu, by ostrzec tych, którzy uznają Proroka za kłamcę, przed karą Bożą, i by dać do zrozumienia wiernym, że ostateczne zwycięstwo jest w ich rękach.

6.1 Głoszenie islamu wśród krewnych

Od razu po objawieniu powyższego wersetu Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zebrał wszystkich członków rodu Banu Haszim. Na zebranie przyszło też kilku ludzi spośród klanu Banu al-Muttalib, i w sumie zebrało się czterdziestu pięciu mężczyzn. Jednakże jeden ze stryjów Wysłannika, Abu Lahab (później znany jako jeden z największych wrogów islamu) nie dał Prorokowi dojść do słowa i powiedział:


– Oto twoi stryjowie i bracia stryjeczni, mów więc, co masz do powiedzenia. Wiedz, że twój ród nie jest w stanie przeciwstawić się wszystkim Arabom. Powinieneś trzymać się tradycji swojego klanu, gdyż nie może on walczyć przeciwko innym klanom kurajszyckim i innym Arabom. Nie widziałem jeszcze, żeby ktokolwiek tak zaszkodził swojemu rodowi, jak ty to uczyniłeś!
Wysłannik Boga zamilkł i nie wspomniał wówczas o islamie. Później jednak zaprosił tych samych ludzi po raz drugi i obwieścił im:
– Chwała Bogu, Jego wychwalam, Jego proszę o pomoc, w Niego wierzę i w Nim pokładam mą ufność. Wyznaję, że nie ma boga prócz Boga Jedynego, Który nie posiada współtowarzysza. Nigdy was nie okłamałem. Na Boga, prócz Którego nie ma innego bóstwa, jestem Wysłannikiem dla was w szczególności, a dla ludzi w ogóle. Na Boga, umrzecie tak, jak kładziecie się spać, zmartwychwstaniecie tak, jak budzicie się rano, a następnie zostaniecie rozliczeni za to, co czynicie – i wtedy będzie dla was albo wieczny Raj, albo wieczne Piekło.
Wtedy Abu Talib odpowiedział:
– My wszyscy, bracia ojca twego, wspomożemy cię z radością. Przyjmujemy twoją poradę i wierzymy w twoją mowę, a ja jestem pierwszym, który cię wesprze. Rób to, co zostało ci nakazane. Ja zawsze będę cię chronił, jednak moja dusza nie pozwala mi opuścić religii Abd al-Muttaliba.
Abu Lahab zawołał:
– Zaprawdę, to jakieś zło! Musicie go powstrzymać, zanim zrobią to inni!
Abu Talib odparł:
– Na Boga, będę go chronił, pókim żyw!

6.2 Na górze As-Safa

Gdy Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) był pewien, że Abu Talib go ochroni i wesprze w jego misji, pewnego dnia wszedł na wzgórze As-Safa i zawołał:
– Chodźcie tu, chodźcie tu!
Kiedy zebrali się członkowie różnych rodów kurajszyckich, wezwał ich do wiary w Jednego Boga, wiary w Jego przesłanie i Dzień Sądu. Al-Buchari, powołując się na Al-Abbasa, przedstawia to wydarzenie następująco:
„Po tym, jak został objawiony werset Ostrzegaj najbliższych krewnych spośród swego rodu!, Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wszedł na wzgórze As-Safa i zaczął wołać różne klany:
– Banu Fahr! Banu Udajj! Banu…! – i tak dalej, aż ludzie zebrali się przed nim. Jeśli ktoś nie mógł przybyć, wysłał na miejsce kogoś, kto przekaże mu później wiadomość. Prorok zawołał:
– Co byście powiedzieli, gdybym powiadomił was, że w pobliskiej dolinie jest armia, która chce was zaatakować?
Odpowiedzieli:
– Uwierzylibyśmy tobie, bo nigdy nie słyszeliśmy od ciebie kłamstwa.
Wtedy Prorok powiedział im:
– Ostrzegam was przed wielką karą!
Abu Lahab zawołał:
– Niech cię szlag trafi! Tylko po to nas zgromadziłeś?!
Odpowiedzią Boga na te słowa była sura Al-Masad (Sznur) [18]”.
Muslim podał trochę inną wersję zdarzenia, powołując się na Abu Hurajrę:
„Gdy został objawiony werset Ostrzegaj najbliższych krewnych spośród swego rodu!, Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zawołał do wszystkich:
– O Kurajszyci, ratujcie swoje dusze przed Ogniem! O, Banu Kab! Ratujcie swoje dusze przed Ogniem! Fatimo, córko Muhammada! Ratuj swoją duszę przed Ogniem! Albowiem zaprawdę, wobec Wszechmogącego Boga nie jestem w stanie wam pomóc. Mogę jedynie utrzymywać z wami dobre kontakty”.
Apel wygłoszony na górze As-Safa niósł wiadomość, że wiara w przesłanie Proroka będzie podstawą jego relacji z innymi ludźmi, w tym najbliższymi.

6.3 Reakcja bałwochwalców

Wezwanie z As-Safa wciąż rozbrzmiewało w różnych częściach Mekki, gdy Najwyższy objawił następujące słowa:

„Wyznawaj otwarcie to, co tobie zostało nakazane, i odwróć się od bałwochwalców!” [19].

Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zaczął otwarcie krytykować politeizm i jego nieprawdziwość. Głosił, że bałwany tak naprawdę nie posiadają żadnej wartości, a ten, kto oddaje im cześć, bądź uznaje je za pośredników pomiędzy sobą a Bogiem, jest w jawnym błędzie.
Mekką wstrząsnęła fala gniewu i niezadowolenia, a Kurajszyci zaczęli przygotowywać się do stłumienia tej nagłej rewolty przeciwko tradycjom i dziedzictwu religijnemu. Jak już wspomniałem, Mekka była ośrodkiem pogańskiego kultu religijnego, a jej znaczenie gospodarcze i bogactwo opierały się nie tylko na karawanach, ale także na pogańskich pielgrzymkach do Kaby, dlatego Kurajszyci dostrzegli w takim postępowaniu Proroka zagrożenie dla swojej religii, ale także dla władzy, bogactwa i pozycji.


Prorok krytykował też upadek obyczajów i zepsucie panujące w okresie dżahillijji, co również nie podobało się Mekkańczykom. Jednak wystąpienie przeciwko Prorokowi nie było dla nich takie łatwe, ponieważ jeszcze przed Objawieniem był on znany w całej Mekce jako człowiek uczciwy i prawdomówny – na długo przed islamem nadano mu przydomek Al-Amin (Godny Zaufania), a takiego człowieka nie było łatwo krytykować czy uznać za szalonego.
Przedstawiciele Kurajszytów najpierw poszli ze skargą na Proroka do Abu Taliba, mówiąc, że Muhammad atakuje ich religię i ich bogów. Powiedzieli: „Abu Talibie, twój bratanek obraził naszych bogów, zbezcześcił naszą religię, zszargał nasze uczucia i nazwał naszych ojców zbłąkanymi! Albo go powstrzymasz, albo pozwolisz nam rozprawić się z nim. W końcu sprzeciwia się również twojej religii!” Abu Talib przemówił do nich w sposób łagodny i uspokoił ich, ci odeszli, a Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) kontynuował swoją misję, głosił religię Boga i zapraszał do niej.

6.4 Pielgrzymi

Po pewnym czasie Kurajszyci zwrócili uwagę na inną sprawę – niedługo miał rozpocząć się sezon pielgrzymkowy, kiedy to do Mekki zjeżdżały karawany z całego Półwyspu Arabskiego. Obawiali się, że wielu Arabów usłyszy Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i uwierzy w jego mowę. W celu omówienia sprawy zwołano naradę u jednego z najważniejszych wodzów kurajszyckich, Al-Walida bin al-Mughiry, który zwrócił się do wszystkich zebranych:
– Podejmijmy jednogłośną decyzję, nie sprzeczajmy się i nie okłamujmy jedni drugich.
– Mów więc ty – odparli zebrani.
– Wy mówcie, słucham.
– Powiedzmy wszystkim, że to wróżbita.
– Nie, to nie wróżbita, przecież wiemy, jak wyglądają wróżbici i co czynią – on w ogóle ich nie przypomina.
– Powiedzmy wszystkim, że to szaleniec.
– Nie, to nie szaleniec, przecież wiemy, jak wygląda szaleństwo i obłęd, a jemu daleko od tego.
– Powiedzmy wszystkim, że to poeta.
– Nie, to nie poeta, przecież znamy poezję wraz z jej wszystkimi gatunkami i rymami, a to, co on głosi, w żadnym razie poezją nie jest.
– Powiedzmy wszystkim, że to czarownik.
– Nie, to nie czarownik, przecież znamy czarowników i magię, on nie dmucha na węzły jak oni!
– Co więc mamy powiedzieć?!
– Jego słowa są piękne i atrakcyjne; czegokolwiek byśmy o nim nie powiedzieli, to i tak będzie to fałszywe. Najlepiej będzie, jeśli będziemy mówić, że jest czarownikiem, którego czary różnią ojca z synem, brata z bratem, męża z żoną, człowieka z jego klanem [20].
Według egzegetów Koran mówi o Al-Walidzie w następujących wersetach:

„Pozostaw Mnie samego z tym, którego stworzyłem! Ja dałem mu rozległy majątek i synów tu obecnych. I wyrównałem dla niego wszystko [21], a on pożąda, abym mu dał więcej. Otóż nie!
On okazał się dla Naszych znaków oporny! Ja nałożę na niego nieustanne cierpienie. Oto on – pomyślał i zdecydował. Przeto niech zginie, jak zdecydował! Jeszcze raz niech zginie, jak zdecydował! Potem on popatrzył! Potem zmarszczył brwi i zasępił się! Potem odwrócił się, wbił się w pychę i powiedział: To nic innego, jak tylko czary, które się przekazuje! To nic innego, jak tylko słowo ludzi śmiertelnych! Ja narażę go na palenie się w ogniu Sakar” [22].

Kiedy rozpoczął się okres pielgrzymek, Kurajszyci umieścili na wszystkich drogach prowadzących do Mekki ludzi, którzy mieli za zadanie ostrzegać przybywających pielgrzymów przed Muhammadem jako kłamcą i czarownikiem, którego niebezpiecznie jest nawet słuchać. Prorok odwiedzał pielgrzymów w ich obozowiskach w Ukaz, Madżanna i Zu al-Madżaz, by wzywać ich do drogi Boga, ale Abu Lahab szedł za nim i mówił ludziom: „Nie słuchajcie go, to odstępca i kłamca!” Mimo to po tej pielgrzymce słuch o Wysłanniku Boga rozniósł się po całej Arabii.

6.5 Plany Kurajszytów

Gdy Kurajszyci zobaczyli, że Muhammada (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nie powstrzymują żadne użyte przez nich dotychczas metody, postanowili użyć następujących sposobów w celu zatrzymania misji głoszenia islamu:


Ośmieszali Proroka, kpili z niego, rzucali pod jego adresem oszczerstwa i fałszywe oskarżenia (np. rozpowszechniając pogłoski, że to kłamca, czarownik, szaleniec, człowiek chory lub ktoś, kto został opętany przez dżina). Mówią o tym następujące wersety:

„Oni powiedzieli: O ty, któremu zostało dane napomnienie! Zaprawdę, jesteś opętany!” [23]

„Oni uważają za dziwne to, że przybył do nich ostrzegający spomiędzy nich samych, a niewierzący mówią: Ten człowiek jest tylko czarownikiem i oszustem” [24].

„Ci, którzy nie wierzą, [jeśliby mogli, to] powaliliby cię swoimi spojrzeniami, ze względu na nienawiść i wrogość, gdy słyszą Napomnienie, i mówią: On jest z pewnością szalony” [25].

„Czyż to są ci spomiędzy nas, których Bóg obdarował swą łaską?!” [26]

„Zaprawdę ci, którzy nie uwierzyli i oddawali się gromadzeniu grzechów, wyśmiewali się z tych, którzy uwierzyli; A kiedy obok nich przechodzili, mrugali do siebie nawzajem (drwiąc). A gdy wracali do swoich rodzin, to wracali strojąc żarty (jak to drwili z wierzących). A kiedy ich [tych, którzy uwierzyli] widzieli, mówili: Spójrzcie: oni w istocie zbłądzili. A przecież oni nie zostali wyznaczeni na ich stróżów (by ośmielali się wydawać o nich osądy)” [27].

Politeiści zniekształcali nauki islamu, podważali ich prawdziwość, by odciągnąć ludzi od zastanowienia się nad tą religią. Mówili o Koranie:

„To tylko starożytne opowieści, które kazał sobie spisać. Recytują mu je wcześnie rano i wieczorem” [28].

„To nie jest niczym innym, jak tylko łgarstwem, które on [Muhammad] wymyślił, a inni mu przy tym dopomogli, i [wspólnie] wytworzyli rzecz błędną i kłamliwą” [29].

A o Proroku mówili: „Jego uczy tylko zwykły człowiek” [30].
„Cóż to za Wysłannik?! On spożywa pokarmy i chodzi po targach (tak, jak każdy inny śmiertelnik)” [31].

Starano się odciągnąć ludzi od słuchania Koranu, zestawiając go z innymi opowieściami.
W Mekce mieszkał człowiek o imieniu An-Nadr bin al-Haris, który pewnego razu powiedział Kurajszytom: „O, Kurajszyci! Zaprawdę, przyszło do was coś, czego istoty jeszcze nie jesteście w stanie pojąć. Muhammad jako młody chłopak był poważany, najbardziej prawdomówny i godny zaufania spośród was, a gdy na jego skroniach pojawiła się siwizna i przyniósł wam swoją religię, powiedzieliście: Czarownik. Na Boga, to nie czarownik, przecież znamy czarowników i magię, on nie dmucha na węzły jak oni! Powiedzieliście: Wróżbita. Na Boga, to nie wróżbita, przecież wiemy, jak wyglądają wróżbici i co czynią – on nie przypomina ich w ogóle. Powiedzieliście: Poeta. Na Boga, to nie poeta, przecież znamy poezję wraz z jej wszystkimi gatunkami! Powiedzieliście: Szaleniec. Na Boga, to nie szaleniec, przecież wiemy, jak wygląda szaleństwo i obłęd! O, Kurajszyci, zastanówcie się, przyszła do was rzecz niezwykła!”


Następnie An-Nadr udał się do Al-Hiry, gdzie nauczył się rozmaitych historii o dawnych władcach Persji, takich jak Rustam i Asfandiar. Po powrocie do Mekki, kiedy Prorok zaczynał głosić to, co zostało mu objawione, An-Nadr siadał nieopodal niego, wołał ludzi i opowiadał im swoje historie, po czym mówił, że on też zna rozmaite opowiadania, wcale nie gorsze od tego, co mówi Muhammad. An-Nadr zatrudnił też śpiewaczki i tancerki, którym płacił za to, żeby chodziły do domów ludzi, którzy przyjęli islam, spędzały z nimi czas i starały się odciągnąć ich od nowej religii. Według komentatorów właśnie jego dotyczy werset koraniczny:

„Pośród ludzi jest i taki, który płaci za próżne opowieści i gorszące rozmowy, aby sprowadzić ludzi z drogi Boga” [32].

Kiedy opisane wyżej działania zawiodły, Kurajszyci próbowali znaleźć kompromis z Prorokiem (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), o czym Bóg mówi w Koranie:

„Oni pragną, byś zawarł [z nimi] ugodę [w sprawach wiary], to wtedy i oni zawrą ugodę [z tobą]” [33].

Wedle jednej z relacji najpierw zaproponowano mu, aby Mekkańczycy mogli najpierw przez jeden rok czcić wszystkie pogańskie bóstwa, a przez następny będą czcić jego Pana, ale Prorok kategorycznie to odrzucił.
Inna opowieść mówi, że pewnego razu, kiedy Prorok okrążał Kabę, podeszło do niego kilku możnych spośród Kurajszytów – Al-Aswad bin al-Muttalib bin Asad, Al-Walid bin al-Mughira, Umajja bin Chalaf oraz Al-As bin Wa’il as-Sahmi i zaproponowali: „Muhammadzie, możemy czcić to, co ty czcisz, lecz ty czcij to, co my czcimy. Uczyńmy naszą religię wspólną, a jeśli to, co czcisz, jest lepsze od tego, co my czcimy, skorzystamy na tym. A jeśli to, co my czcimy, jest lepsze od tego, co ty czcisz, ty na tym skorzystasz”. Odpowiedzią na tę propozycję była sura Al-Kafirun (Niewierni) [34]:

„Powiedz: O wy, niewierni! Ja nie oddaję czci temu, co wy czcicie. Ani wy nie jesteście czcicielami tego, co ja czczę. Ja nie będę nigdy oddawał czci temu, co wy czcicie. Ani wy nie będziecie nigdy czcić tego, co ja czczę. Wy macie swoją religię, a ja mam swoją religię” [35].

 

6.6 Prześladowania muzułmanów

Po kilku miesiącach prób zniweczenia misji głoszenia islamu Kurajszyci zobaczyli, że żaden z powyższych sposobów nie odniósł skutku. Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nadal głosił nową religię, a muzułmanie nie odchodzili od islamu. Wtedy politeiści powołali radę pod przewodnictwem Abu Lahaba, składającą się z dwudziestu pięciu członków spośród przywódców kurajszyckich. Po omówieniu i przeanalizowaniu sytuacji podjęto decyzję, że nie należy szczędzić wysiłków w walce z islamem, Prorokiem i wyznawcami nowej religii.

Muzułmanie przyjęli tę decyzję ze spokojem i ufnością w Boga. Ponadto Proroka cały czas chronił Abu Talib, który był bardzo szanowany w Mekce i nikt nie ośmieliłby się wystąpić przeciwko niemu czy uciec się do przemocy wobec niego. Mimo to Prorok zaczął padać ofiarą ataków, głównie ze strony własnego stryja i sąsiada – Abu Lahaba, który pierwszego dnia od podjęcia decyzji o rozpoczęciu zwalczania muzułmanów zaczął ją realizować. Wcześniej już wspomniano o jego nieprzyjaznym nastawieniu do Wysłannika na posiedzeniu Banu Haszim bądź na zebraniu przy As-Safa, gdzie – według niektórych relacji – wziął kamień, by rzucić nim w Proroka. Synowie Abu Lahaba Utba i Utajba byli mężami córek Proroka, Rukajji i Umm Kulsum, lecz po przyjściu Objawienia Abu Lahab zmusił ich do rozwodu. Kiedy zmarł Abd Allah, drugi syn Proroka, Abu Lahab był tym, który przekazał tę nowinę Kurajszytom, mówiąc im, żeby cieszyli się, bo Muhammad nie ma już męskiego potomka. Relacjonowano, że kiedy Prorok chodził do namiotów pielgrzymów, Abu Lahab chodził tam za nim i krzyczał, że wszystko, co ten człowiek mówi, to kłamstwo, a nawet rzucał w niego kamieniami, żeby go stamtąd przegonić. Z kolei żona Abu Lahaba o imieniu Umm Dżamil – która była siostrą Abu Sufjana – rozpowszechniała kłamliwe plotki o Proroku. Pewnego razu nazbierała żwiru, aby rzucić nim w twarz Proroka, kiedy ten siedział z Abu Bakrem obok Kaby, ale Bóg sprawił, że nie mogła go zobaczyć.


Innymi przeciwnikami Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) spośród jego sąsiadów byli Al-Hakam bin Abi al-As bin Umajja [36], Ukba bin Abi Mu’ajt, Udajj bin Hamra as-Sakafi oraz Ibn al-Asda al-Huzali (pierwszy z nich później przyjął islam). Dokuczali Prorokowi w ten sposób, że gdy się modlił, wrzucali przez okna jego domu wnętrzności owcy.
Szczególnie dokuczliwy był Ukba bin Abi Mu’ajt. Al-Buchari podaje za Abd Allahem bin Masudem (niech Bóg będzie z niego zadowolony):


„Pewnego razu Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) modlił się nieopodal Kaby, a niedaleko siedział Abu Dżahl wraz z towarzyszami. W pewnym momencie wpadli na pomysł, by pójść po wnętrzności wielbłąda i położyć je na plecach Muhammada, gdy ten będzie robił pokłon. Najpodlejszy z nich, czyli Ukba bin Abi Mu’ajt, przyniósł wnętrzności, zaczekał na moment, gdy Prorok będzie robił pokłon, i położył je na jego karku. Stałem i patrzyłem na to, lecz nie mogłem nic zrobić, jako że było ich dużo. Zaczęli pokładać się ze śmiechu, a Prorok nie podnosił się, aż przyszła jego córka Fatima, i zrzuciła z niego wnętrzności. Wtedy podniósł głowę i poprosił Boga o przekleństwo dla Kurajszytów, Abu Dżahla, Utby bin Rabi’a, Szajby bin Rabi’a, Al-Walida bin Utby, Umajji bin Chalafa, Ukby bin Abi Mu’ajta oraz siódmego, którego imienia nie pamiętam, i na Boga, ich wszystkich zobaczyłem później w Badr, w wykopanym w ziemi dole, wśród zabitych w bitwie”.


Umajja bin Chalaf, gdy widział Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), zniesławiał go, a następnie obmawiał. Według niektórych komentatorów odnosi się do niego następujący werset koraniczny:

„Biada każdemu, kto zniesławia i obmawia” [37].

Jego brat, Ubajj bin Chalaf, przyjaźnił się z Ukbą bin Abi Mu’ajtem. Pewnego razu Ukba przysiadł się do Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i słuchał jego nauk. Gdy Ubajj dowiedział się o tym, zbeształ Ukbę za to i kazał mu, by następnym razem, gdy zobaczy Wysłannika, splunął mu w twarz, co tamten uczynił. Z kolei Ubajj pewnego razu utarł stare kości na proch i sypnął nim w Proroka.
Innym człowiekiem dokuczającym Wysłannikowi Boga był Al-Achnas bin Szurajk as-Sakafi, a mówią o nim – według egzegetów – następujące wersety koraniczne:

„Nie zważaj na żadnego godnego pogardy człowieka, który [często] składa [fałszywe] przysięgi, Zniesławiającego, krążącego z potwarzą, Który przeszkadza w czynieniu dobra i przekracza wszelkie granice [przyzwoitości], uzależnionego od grzechów; Okrutnego i podłego, a do tego zepsutego moralnie” [38].

Do Wysłannika Boga często przychodził Abu Dżahl. Słuchał Koranu, a przy tym zachowywał się nieprzyzwoicie i obrażał Proroka, z czego był niezwykle dumny. Od momentu, gdy po raz pierwszy zobaczył Proroka, jak ten modlił się przy Kabie, zabronił mu modlitwy. Kiedy pewnego razu Abu Dżahl znów zobaczył Wysłannika Boga, jak modlił się w tym samym miejscu, podszedł do niego i zawołał z wyrzutem: „Muhammadzie, czy nie zabroniliśmy ci tego?!” Prorok zagroził mu konsekwencjami, a tamten odparł: „Grozisz mi, Muhammadzie? Zaprawdę, ani ty, ani twój Pan nic nie możecie; ja jestem najmożniejszym człowiekiem chodzącym pomiędzy górami, które otaczają Mekkę”.


Innym razem Abu Dżahl powiedział towarzyszom, że kiedy Prorok będzie kładł głowę na ziemi podczas modlitwy, on nastąpi nogą na jego kark i sprawi, że Prorok dotknie czołem ziemi jeszcze mocniej. Kiedy chciał to zrobić, Bóg wysłał na pomoc Prorokowi swoich aniołów i Abu Dżahlowi zdawało się, że widzi rów ognia, którego nie widział nikt poza nim.


Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pochodził z dość wpływowej i szanowanej rodziny, więc początkowo prześladowania wobec niego nie były zbyt ostre. W gorszej sytuacji znajdowali się biedniejsi lub słabsi muzułmanie, którzy musieli stawiać czoła prześladowaniom ze strony ich własnych plemion bądź rodów. Abu Dżahl, kiedy słyszał, że ktoś z dobrej rodziny jest muzułmaninem, obrażał go i groził mu, a kiedy słyszał to o jakimś biedaku, bił go. Stryj Usmana bin Affana zawijał bratanka w matę z liści palmowych, którą następnie podpalał. Matka Musaba bin Umajra głodziła syna, po czym wyrzuciła go z domu. Musab był przyzwyczajony do wygodnego i dostatniego życia, dlatego źle znosił takie traktowanie, a jego skóra zaczęła się łuszczyć niczym u węża.


Jeszcze gorszy los spotkał Bilala, niewolnika Umajji bin Chalafa al-Dżamhiego. Umajja przywiązywał do jego szyi sznur, a następnie oddawał młodym chłopakom, którzy ciągnęli go po górach otaczających Mekkę. Bił go kijem, zmuszał do siedzenia w żarze słonecznym i głodził. Najcięższą torturą było wyprowadzanie Bilala na równinę nieopodal Mekki w czas największego upału. Umajja brał wtedy wielką skałę, kładł ją na piersi niewolnika i mówił: „Zaprawdę, będziesz tak tu leżał, póki nie umrzesz, albo wyrzekniesz się Muhammada i oddasz pokłon Allat i Al-Uzzie”, na co Bilal odpowiadał: Ahad, ahad [39]. Pewnego dnia, gdy Umajja w ten sposób męczył Bilala, nieopodal przechodził Abu Bakr, który postanowił odkupić go od Umajji. Ceną był inny niewolnik, a według innych relacji od pięciu do siedmiu uncji srebra. Po odkupieniu Bilal uzyskał wolność z rąk Abu Bakra.


Do podobnych metod uciekali się inni bałwochwalcy na czele z Abu Dżahlem wobec Jasira, Sumajji i ich syna Ammara. Gdy Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) ujrzał ich w czasie tortur, zawołał: „Rodzino Jasira! Bądźcie cierpliwi, bowiem Raj będzie waszym udziałem”. Jasir umarł na wskutek tortur, z kolei Sumajja zginęła pchnięta włócznią przez Abu Dżahla, przez co stała się pierwszą męczennicą w islamie. Z kolei Ammar był wystawiany na słońce, przypalany kamieniem, bądź podtapiany. Oprawcy mówili do niego: „Nie zostawimy cię, póki nie obrazisz Muhammada lub nie wychwalisz Allat i Al-Uzzy!” Po pewnym czasie Ammar nie wytrzymał i zrobił to, czego żądali, po czym zapłakany udał się do Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), by go za to przeprosić. Wówczas Bóg objawił następujący werset:

„Ten, kto nie wierzy w Boga, choć przedtem w Niego wierzył – z wyjątkiem tego, kto został zmuszony [do słownego wyrzeknięcia się wiary], lecz jego serce jest spokojne w wierze (…) – nad nimi wszystkimi będzie gniew Boga i spotka ich kara ogromna!” [40]

Inny muzułmanin, o imieniu Aflah, zwany także Abu Fakiha – sługa plemienia Abd ad-Dar – był ciągnięty po ziemi sznurem, przywiązanym do jego nogi. Z kolei Chabbab bin al-Aratt, niewolnik kobiety imieniem Umm Anmar z plemienia Al-Chuza’a, był ciągnięty za włosy, przekrzywiano mu głowę, kładziono go na rozżarzonych węglach bądź kładziono na nim ciężki kamień, przez co nie był w stanie podnieść się z ziemi. W podobny sposób męczono niewolnice o imionach Zanira, An-Nahdijja oraz Umm Ubajs, które przyjęły islam, a także córkę tej drugiej. Gdy niewolnica z klanu Banu Mu’ammal, wchodzącego w skład plemienia Banu Udajj, przyjęła islam, Umar bin al-Chattab (wówczas bałwochwalca) bił ją, aż mu się znudziło. Mówił do niej wtedy: „Zostawiłem cię tylko dlatego, że się znudziłem”. Abu Bakr wykupił te niewolnice, a następnie uwolnił je. Podobnie uczynił z Amirem bin Fuhajrą.


Bałwochwalcy często owijali niektórych spośród towarzyszy Proroka w skóry wielbłądzie bądź cielęce, a następnie rzucali ich na ziemię w największy upał. Ubierali też ich w metalową zbroję i kładli ich na rozżarzonym kamieniu.
Lista prześladowanych muzułmanów jest bardzo długa, a ich historie bolesne. Każdy, kto w tamtym czasie przyjmował islam, stawał się obiektem ataków i opresji.

Dom Al-Arkama

W obliczu prześladowań Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zabronił muzułmanom jawnego mówienia o swoim wyznaniu i publicznego praktykowania. Spotkania muzułmanów również odbywały się w tajemnicy, gdyby bowiem bałwochwalcy dowiedzieli się o zebraniach, z pewnością uniemożliwiliby wiernym kontakt z Prorokiem, naukę Księgi i religii. Obawiano się także starcia pomiędzy dwiema grupami, do czego w końcu doszło w czwartym roku misji proroczej. Towarzysze Wysłannika Boga zbierali się na przełęczach górskich i modlili się w grupie. Pewnego razu zobaczyli ich niewierzący spośród Kurajszytów, zaczepili ich, a następnie rzucili się na nich. Podczas walki Sad bin Abi Wakkas uderzył jednego z napastników, raniąc go. Była to pierwsza kropla krwi przelana w starciu w obronie islamu.


Kolejne konfrontacje mogłyby doprowadzić do rozgromienia, a być może nawet eksterminacji muzułmanów. Większość z nich ukrywała zatem swoją wiarę, praktyki i spotkania. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) publicznie głosił islam i praktykował religię na oczach bałwochwalców, jednakże jego spotkania z muzułmanami miały charakter tajny, co leżało w interesie islamu i jego wyznawców. Odbywały się w domu stojącym u podnóża góry As-Safa, należącym do człowieka o imieniu Al-Arkam bin Abi al-Arkam al-Machzumi. W piątym roku misji proroczej ów dom stał się siedzibą misji głoszenia islamu, a zawzięcie zwalczający islam bałwochwalcy nic o tym nie wiedzieli.

6.7 Emigracja do Etiopii

Jeśli w czwartym roku misji proroczej prześladowania ze strony politeistów były jeszcze możliwe do zniesienia, to w piątym stały się bardzo dokuczliwe. Muzułmanie szukali jakiegoś ratunku lub sposobu na wyjście z tej sytuacji – wtedy Bóg objawił surę Al-Kahf (Grota), a w niej trzy opowieści, które zawierają cenne wskazówki od Boga dla Jego wierzących sług. Jedna z historii mówi o prześladowaniach wiernych za panowania jednego z pogańskich cesarzy rzymskich. Wyjściem z sytuacji w tamtym wypadku było oddalenie się od ośrodków niewiary i ucieczka od prześladowań. Kolejną historią jest opowieść o Chidrze i Mojżeszu, której morał mówi, że często prawdziwy sens wydarzeń jest zupełnie inny, niż mogłoby się wydawać, tak więc ciężka sytuacja muzułmanów nie wykluczała tego, że kiedyś przewaga będzie po ich stronie. Z kolei z trzeciej opowieści z sury Grota – historii o Zu al-Karnajnie – wynika, że Bóg daje władzę nad ziemią, komu chce, spośród Jego sług, lecz wielka nagroda w życiu ostatecznym zawsze będzie należała do wiernych. Następnie została zesłana sura Az-Zumar (Grupy), która odniosła się do kwestii emigracji:

„Ziemia Boga jest rozległa. Cierpliwi [w obliczu cierpień, oddający cześć Bogu i powstrzymujący się od grzechów] zostaną z pewnością nagrodzeni nagrodą bez miary” [41].

Wtedy Prorok podjął decyzję, że część wiernych powinna wyemigrować do jakiegoś kraju, w którym mogliby bezpiecznie praktykować swoją religię. Takim krajem była chrześcijańska Etiopia, w której panował wtedy sprawiedliwy król o imieniu Ashama. W piątym roku po Objawieniu wyemigrowała pierwsza grupa muzułmanów, licząca dwunastu mężczyzn i cztery kobiety. Kierownikiem grupy był Usman bin Affan, któremu towarzyszyła jego żona, córka Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), Rukajja. Prorok powiedział o nich, że „to pierwsza rodzina, która wyemigrowała na drodze Boga od czasów Abrahama i Lota”.


Muzułmanie musieli opuścić Mekkę potajemnie, dlatego wyruszyli nocą, aż dostali się nad Morze Czerwone, gdzie z dala od portu wsiedli na dwa statki handlowe, które zawiozły ich do Etiopii. Gdy Kurajszyci spostrzegli ich ucieczkę, rzucili się w pogoń, ale muzułmanom udało się już odpłynąć od brzegu.


W ramadanie tego samego roku [42] Prorok podszedł do Kaby, przy której zebrała się duża grupa Kurajszytów, w tym najmożniejsi spośród nich, i nagle zaczął recytować surę An-Nadżm (Gwiazda). Wcześniej żaden z nich nie słyszał recytacji Koranu, ponieważ nawzajem się do tego zniechęcali, jednakże gdy do ich uszu dotarła piękna i elokwentna mowa Boża, wsłuchali się w nią i zadumali. Zwłaszcza ostatnie wersety sury poruszyły ich serca, a gdy Prorok doszedł do wersetu: „Padnijcie na twarz przed Bogiem i oddajcie Mu cześć” [43], a następnie zrobił pokłon, Kurajszyci pokłonili się razem z nim.


Chwilę później, kiedy ze wszystkich stron posypały się na nich głosy krytyki, zorientowali się, że wykonali praktykę, którą tak zajadle zwalczali. Tłumaczyli się tym, że jakoby Prorok pochwalił ich bożki, czym zaskarbił sobie ich sympatię.


Po tym wydarzeniu zaczęły rozchodzić się różne plotki, w tym ta, że Kurajszyci przyjęli islam. Doszła ona aż do Etiopii – na wieść o tym muzułmanie, którzy wyemigrowali, postanowili wrócić do Arabii, ale gdy już zbliżali się do Mekki, poznali prawdziwą wersję wydarzeń. Wtedy część z nich postanowiła wracać do Etiopii, a część potajemnie weszła do Mekki.
Wówczas Mekkańczycy dowiedzieli się o emigracji do Etiopii – byli źli na jej władcę, że przyjął tych ludzi, ale nie mogli nic mu zrobić. Prześladowania wiernych jeszcze bardziej się nasiliły i wkrótce Prorok polecił kolejnej grupie muzułmanów udać się do Etiopii. Tym razem Kurajszyci dowiedzieli się wcześniej o zamiarach muzułmanów i postanowili uniemożliwić im ucieczkę, jednakże muzułmanie byli szybsi, a Bóg ułatwił im podróż. Grupa emigrantów liczyła osiemdziesięciu trzech mężczyzn (przy założeniu, że wśród nich był Ammar, co do czego są wątpliwości) i osiemnaście bądź dziewiętnaście kobiet.

Kurajszyci w Etiopii

Tym razem Mekkańczycy dowiedzieli się o tej fali emigracji dość szybko i nie podobało im się, że muzułmanie znaleźli dobre miejsce do życia i praktykowania swojej religii. Wysłali więc do władcy Etiopii dwóch posłów, którzy mieli przekonać go, aby nakazał muzułmanom powrót do Mekki.
Posłowie (Amr bin al-As i Abd Allah bin Abi Rabi’a) najpierw obdarowali chrześcijańskich kapłanów i doradców króla, a następnie przekonali ich, żeby ci poparli ich sprawę. Następnie stanęli przed obliczem króla, przekazali mu podarki i powiedzieli:
– Wasza Wysokość! Oto do królestwa twego przybyli nierozsądni młodzieńcy. Porzucili religię swego ludu, a twojej nie przyjęli, lecz wymyślili swoją własną, której nie znamy ani my, ani ty. Wysłali nas najszlachetniejsi ludzie spośród ich ludu, ojcowie, stryjowie, członkowie ich klanów, byś wydał ich, a tamci odpłacą im za ich przewinienia.
– Prawdę mówią! – rzekli kapłani. – Odeślij ich wraz z tymi posłańcami do ich ludu i kraju.
Król jednakże postanowił zbadać sprawę i wysłuchać wszystkich stron. Posłał po muzułmanów, a gdy ci przybyli, zwrócił się do nich:
– Cóż to za religia, jeśli nie jest to religia waszego ludu ani moja, ani żadna inna znana dotychczas?
– Wasza Wysokość! – odpowiedział Dżafar bin Abi Talib, stryjeczny brat Proroka. – Byliśmy ludźmi nieświadomymi. Czciliśmy posągi, jedliśmy padlinę, dopuszczaliśmy się bezeceństw, nie dbaliśmy o stosunki rodzinne, źle traktowaliśmy sąsiadów, silny krzywdził słabego, aż Bóg przysłał nam Posłańca spośród nas samych. Znamy jego pochodzenie, prawdomówność, uczciwość i prawość. Wezwał nas, byśmy uznali Boga Jedynego, tylko Jemu oddawali cześć i porzucili kamienie i posągi, którym kłaniali się nasi przodkowie. Nakazał nam prawdomówność, oddawanie powierzonych rzeczy, dobre traktowanie krewnych i sąsiadów, powstrzymanie się od rozlewu krwi, czynów szpetnych, krzywoprzysięstwa, rozkradania majątków sierot i oskarżania cnotliwych kobiet. Nakazał nam czcić Boga Jedynego, nie dodawać Mu współtowarzyszy, odprawiać modlitwy, dzielić się naszym majątkiem z biednymi oraz przestrzegać postu. My z kolei uwierzyliśmy w to, co głosi, i przyjęliśmy religię Boga. Oddajemy cześć Jemu Jedynemu, nie dodajemy Mu współtowarzyszy, zakazaliśmy sobie tego, czego On zakazał, dozwoliliśmy sobie to, co On dozwolił, a nasz lud zwrócił się przeciwko nam, męczy nas i zmusza do porzucenia naszej religii. Chce, byśmy nie czcili już Boga Jedynego, lecz byśmy wrócili do bałwochwalstwa, byśmy znów pozwolili sobie na czyny szpetne. I gdy nas umęczyli, uciemiężyli, ucisnęli i uniemożliwili praktykowanie naszej religii, postanowiliśmy udać się do twego kraju. Wybraliśmy twoją gościnę z nadzieją, że u twego boku nie doznamy niesprawiedliwości.
– Możesz zacytować coś, co ten człowiek otrzymał od Boga? – spytał król.
– Tak.
– Mów więc.
Wtedy Dżafar zaczął recytować surę Mariam (Maria), poświęconą Jezusowi i jego rodzinie. Król i kapłani wzruszyli się, po czym król rzekł:
– Te słowa i słowa Jezusa pochodzą z jednego źródła – po czym zwrócił się do posłańców, mówiąc: – Wracajcie do siebie! Zaprawdę, nie wydam wam ich!
Posłańcy wyszli, po czym Amr bin al-As powiedział do Abd Allaha bin Abi Rabi’a:
– Przyjdę do nich jutro i doprowadzę do rozprawienia się z muzułmanami.
– Nie rób tego – odparł jego towarzysz – przecież oni mają rodziny w Mekce. Nie róbmy im krzywdy tylko dlatego, że są innego zdania niż my.
Jednakże Amr uparł się przy swoim zdaniu i następnego dnia powiedział do króla:
– Wasza Wysokość! Oni bluźnią przeciwko Jezusowi!
Wówczas król posłał po muzułmanów, by wypytać ich o ich zdanie na temat Jezusa. Muzułmanie przestraszyli się, lecz zdecydowali, że niezależnie od sytuacji będą mówić prawdę. Gdy więc przyjął ich i zapytał, Dżafar bin Abi Talib odpowiedział:
– Mówimy o Jezusie to, co przekazał nam nasz Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).: to sługa, Wysłannik, Duch i Słowo Boże, które Bóg zesłał Marii Dziewicy.
Wtedy król wziął z ziemi kij i powiedział:
– Zaprawdę, Jezus, syn Marii, jest dokładnie tym, co powiedziałeś.
Na te słowa zgromadzeni patriarchowie wydali pomruk niezadowolenia. Król zauważył to i powiedział im:
– Tak jest, czy wam się to podoba, czy nie! – po czym zwrócił się do muzułmanów, mówiąc: – Idźcie w pokoju! Póki jesteście na mojej ziemi, nic wam nie grozi. Zaprawdę, ten, kto was obrazi, zostanie ukarany. Jeśli skrzywdzę któregoś z was, to mam nadzieję, że będę miał górę złota, by mu za to odpłacić.
Następnie powiedział do swojego dworu:
– Zwróćcie posłańcom podarki, które przynieśli, gdyż nie potrzebuję ich. Zaprawdę, Bóg nie wziął ode mnie żadnej łapówki, gdy przywrócił mi tron, jakże więc ja mógłbym teraz brać łapówki?! Póki ludzie są mi poddani, będę im służył i słuchał ich.


Umm Salama relacjonowała, że posłańcy wyszli stamtąd poniżeni, ze wszystkimi podarkami, które przywieźli, a kolejne lata w Etiopii były szczęśliwe u boku najlepszego gospodarza.
Taki był przebieg wydarzeń według Ibn Ishaka, choć niektórzy uważają, że Amr bin al-As udał się do króla Etiopii już po bitwie pod Badr, a inni twierdzą, że udał się tam dwukrotnie w tym samym celu. Niemniej jednak większość relacji wskazuje na to, że powyższa rozmowa odbyła się podczas pierwszej delegacji Kurajszytów do Etiopii.
Gdy kolejne działanie politeistów przeciwko muzułmanom zakończyło się porażką, i gdy Kurajszyci uświadomili sobie, że nie są w stanie prześladować wiernych poza granicami ich terytorium, wpadli na straszny pomysł. Uznali, że jedynym skutecznym sposobem na rozwiązanie ich problemu jest powstrzymanie Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) raz na zawsze od głoszenia swoich idei, czyli zabicie go. Lecz jak mogli to uczynić, skoro chronił go Abu Talib? Postanowili zatem wpłynąć na stryja Proroka.

6.8. Kurajszyci grożą Abu Talibowi

Możni spośród Kurajszytów poszli do Abu Taliba i oświadczyli mu:
– Abu Talibie, szanujemy cię ze względu na twój wiek i pozycję wśród nas. Poprosiliśmy cię, byś powstrzymał swojego bratanka, lecz nie powstrzymałeś go. Zaprawdę, nie będziemy dłużej tolerować tego, kto obraża naszych ojców, bezcześci nasze wierzenia i urąga naszym bogom. Albo go powstrzymasz, albo będziemy walczyć przeciwko wam, i albo zginiecie wy, albo my.
Abu Talib bardzo przejął się tą groźbą, powiadomił więc Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) o tej rozmowie i poprosił go:
– Zachowaj życie mi i sobie, i nie żądaj ode mnie więcej, niż mogę uczynić.
Wysłannik Boga pomyślał, że jego stryj już nie ma siły go wspierać i odpowiedział mu:
– Stryju mój! Na Boga, gdyby na mojej prawicy położyli słońce, a na lewicy księżyc, nie zostawię mojej misji. Albo Bóg da zwycięstwo tej religii, albo zginę – po czym zaszlochał. Gdy odchodził, Abu Talib zawołał go i powiedział:
– Idź, synu brata mego, i mów, co uważasz za słuszne, a ja, zaprawdę, nigdy cię nie zdradzę!
Gdy Kurajszyci zobaczyli, że Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) kontynuuje swoją misję, uznali, że Abu Talib odmówił powstrzymania go, przez co wypowiedział wojnę. Udali się do niego wraz z Amarą, synem Al-Walida bin al-Mughiry, i powiedzieli mu:
– Abu Talibie, to najbystrzejszy i najdorodniejszy chłopak spośród Kurajszytów. Weź go na wychowanie, a będzie służył ci swoim rozumem i siłą, zaś wydaj nam w zamian swojego bratanka, który sprzeniewierzył się religii twojej i twych ojców, podzielił twój lud i zbezcześcił jego wierzenia, a my zabijemy go. Zastanów się nad tą zamianą!
– Co wy mi proponujecie?! – rozgniewał się Abu Talib. – Dajecie mi swojego chłopaka, bym go karmił, a ja mam oddać mojego wychowanka, byście go zabili?! Nigdy!
– Zaprawdę, Abu Talibie, twój lud złożył ci dobrą propozycję – przemówił Al-Mutim bin Udajj bin Naufal. – Jeśli ją przyjmiesz, nic złego ci się nie stanie, lecz widzę, że chcesz ją odrzucić.
– Wasza propozycja wcale nie jest dobra! – odpowiedział Abu Talib. – Zebrałeś ludzi po to, by mnie poniżyć i wzburzyć ich przeciwko mnie! Rób, co ci się podoba.
Źródła historyczne nie podają, w jakim czasie odbyły się te wizyty, lecz po analizie wszystkich argumentów i przesłanek najbardziej prawdopodobnym wydaje się, że doszło do nich w połowie szóstego roku od Objawienia, a okres pomiędzy nimi był krótki.

6.9 Ataki na Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo)

Tymczasem Prorok znów stawał się ofiarą ataków, na przykład ze strony Utajby, syna Abu Lahaba, który uderzył go, podarł jego koszulę i splunął mu w twarz. Prorok pomodlił się do Boga, by któreś z Jego stworzeń powstrzymało Utajbę. I faktycznie, gdy Utajba był w Syrii, zaatakował go lew, zabijając na miejscu.
Ukba bin Abi Mu’ajt nastąpił na kark Proroka, gdy tamten robił pokłon w modlitwie, tak mocno, że oczy Wysłannika Boga wyszły na wierzch.
Abu Dżahl także miał niecne plany wobec Proroka – obiecał ludziom, że gdy Prorok będzie się modlił, roztrzaska jego głowę kamieniem. Abu Dżahlowi nie udało się jednak tego dokonać, ponieważ gdy zbliżał się do Proroka, wydało mu się nagle, że widzi wielbłąda, który chce go pożreć. Wedle Ibn Ishaka stało się to za sprawą anioła Gabriela. W późniejszym czasie postępowanie Abu Dżahla stało się przyczyną przyjęcia islamu przez stryja Proroka, Hamzy, co zostanie później opisane.


Ibn Ishak, powołując się na Abd Allaha bin Amra bin al-Asa, podaje, że pewnego razu Kurajszyci zebrali się przy Kabie i zaczęli rozmawiać o Wysłanniku Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i powiedzieli: „Nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy tak długo cierpieli zniewagi ze strony jednego człowieka!” W tym momencie nadszedł Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podszedł do Kaby i zaczął ją okrążać. Za każdym razem, gdy przechodził obok nich, tamci obrażali go, aż w końcu Prorok przystanął i powiedział im: „O, Kurajszyci, posłuchajcie mnie! Na Tego, w Którego ręce jest moja dusza, jeśli nie zaprzestaniecie, będę walczył przeciwko wam”. Bałwochwalcy wzięli te słowa na poważnie i zmienili swój ton. Jeden z nich powiedział: „Możesz odejść, Abu al-Kasimie, szanujemy cię, bowiem nigdy nie byłeś głupi”.


Następnego dnia Kurajszyci zebrali się w tym samym miejscu, a gdy obok nich przeszedł Prorok, otoczyli go i rzucili się na niego. Chwilę później przybiegł Abu Bakr i zawołał z płaczem: „Chcecie zabić człowieka za to tylko, że mówi: Mój Pan to Bóg Jedyny?!” Wtedy napastnicy puścili Wysłannika i odeszli. Ibn Amr podaje, że była to najgorsza krzywda, jaką Kurajszyci uczynili Prorokowi.


Z kolei Al-Buchari podaje za Urwą bin az-Zubajrem, który spytał Ibn Amra bin al-Asa o największą krzywdę, którą bałwochwalcy wyrządzili Prorokowi (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), że gdy Prorok modlił się przy Kabie, podszedł Ukba bin Abi Mu’ajt, wziął swoje ubranie, zawiązał pętlę na szyi Proroka i zaczął go dusić. Wtedy podbiegł Abu Bakr, odepchnął Ukbę i powiedział: „Chcecie zabić człowieka za to tylko, że mówi: Mój Pan to Bóg Jedyny?!”
Już po nieudanych wizytach u Abu Taliba Kurajszyci zaczęli obmyślać plan zabicia Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), lecz ich zaciętość i nienawiść paradoksalnie stały się powodem wzmocnienia islamu przez dwóch wybitnych mieszkańców Mekki – Hamzę bin Abd al-Muttaliba i Umara bin al-Chattaba.

6.10 Przyjęcie islamu przez Hamzę i Umara bin al-Chattaba

W tej bardzo ciężkiej atmosferze ucisku i prześladowań przed uciemiężonymi pojawiła się iskierka nadziei – przyjęcie islamu przez Hamzę bin Abd al-Muttaliba, stryja Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Było to w szóstym roku po objawieniu, najprawdopodobniej w miesiącu zu al-hidżdża.

Hamza

Pewnego razu Abu Dżahl przechodził obok Proroka niedaleko wzgórza As-Safa. Obraził go, a kiedy Prorok nie zareagował – uderzył go kamieniem w głowę, aż popłynęła krew. Później Abu Dżahl poszedł do Kaby i siadł tam razem z innymi Kurajszytami. Świadkiem zajścia była mieszkająca nieopodal służąca Abd Allaha bin Dżudana, która zobaczywszy Hamzę, opowiedziała mu o zdarzeniu. Wtedy Hamza (który był wpływowym człowiekiem, a także silnym i odważnym wojownikiem) podszedł prędko do grupy Kurajszytów, w której siedział Abu Dżahl i zawołał do niego:
– Ty tam, z brudnym tyłkiem! Ty obrażasz mojego bratanka, a ja wyznaję jego religię, zobaczymy, czy i mnie obrazisz! – po czym wziął swój łuk i uderzył nim Abu Dżahla. Wtedy ludzie z klanu Abu Dżahla podnieśli się, wstali też ludzie z rodu Haszymitów, ale kiedy już miał wybuchnąć konflikt, Abu Dżahl powiedział:
– Zostawcie Abu Ammara [44], bo rzeczywiście ciężko obraziłem jego bratanka.
Słowa Hamzy były wypowiedziane jedynie po to, by rozgniewać tego, kto obraził jego krewnego, jednak po krótkim czasie Bóg otworzył jego serce na islam, a Hamza stał się dumą muzułmanów.

Umar bin al-Chattab

Jeszcze większym światłem nadziei dla muzułmanów stało się przyjęcie islamu przez Umara bin al-Chattaba w miesiącu zu al-hidżdża szóstego roku misji proroczej, trzy dni po przyjęciu islamu przez Hamzę. At-Tirmizi i At-Tabarani przekazali, że Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pomodlił się do Boga tymi słowy: „Boże, wzmocnij islam tym z tych dwóch ludzi, którego bardziej kochasz: Umarem bin al-Chattabem lub Abu Dżahlem bin Hiszamem”. Okazało się, że Bóg bardziej ukochał Umara bin al-Chattaba.


Umar był znany z siły charakteru i wyrządził muzułmanom wiele krzywd. Wydaje się, że żył w rozterce między szacunkiem dla tradycji ojców i dziadów, zamiłowaniem do pijaństwa i zabawy, do których był przyzwyczajony, a podziwem dla wytrwałości i męstwa muzułmanów w obliczu prześladowań z powodu ich religii. Zastanawiał się czasem nad tym, czy to, do czego wzywa islam, nie jest lepsze i szlachetniejsze od tego, co sam wyznawał.
Według relacji dotyczących przyjęcia islamu przez Umara pewnego razu Umar wszedł nocą do Kaby i zobaczył Wysłannika Boga modlącego się i recytującego surę Al-Hakka (Nieuniknione wydarzenie). Wtedy pomyślał: „To faktycznie poeta – jak powiedzieli Kurajszyci”. Kiedy Prorok doszedł do następującego fragmentu: „Zaprawdę, to słowa Posłańca Szlachetnego, a nie są to słowa poety!” [45], Umar pomyślał: „To wróżbita”. Wtedy Prorok wyrecytował kolejny werset: „Ani nie są to słowa wróżbity. Jak mało pamiętajcie! To objawienie od Pana Światów” [46]. To wydarzenie zapadło Umarowi w pamięć. Mimo to dżahillija i przywiązanie do tradycji ojców cały czas były silniejsze, i wciąż wrogo odnosił się on do islamu.


Nienawiść Umara do islamu i Wysłannika Boga była tak silna, że pewnego razu postanowił go zabić. Wziął miecz i wyszedł z domu. Po drodze spotkał pewnego muzułmanina, który spytał go:
– Dokąd idziesz?
– Idę zabić Muhammada – odpowiedział Umar.
– Nie boisz się Banu Haszim i Banu Zahra?
– Pozostawiłeś religię, którą wyznawałeś! – zagniewał się Umar.
– Powiem ci coś dziwnego, Umarze: twoja siostra i szwagier też to zrobili!
Umar rozzłościł się jeszcze bardziej i czym prędzej udał się do domu siostry i szwagra. Był u nich Chabbab bin al-Aratt, który miał w ręce liść z zapisaną na nim surą Ta Ha i ją recytował. Gdy usłyszeli kroki Umara, Fatima, siostra Umara, schowała liść. Umar wszedł i spytał:
– Co to za bełkot, który słyszałem?!
– Tylko rozmawialiśmy – odpowiedziała Fatima.
– Na pewno się sprzeniewierzyliście! – zawołał Umar.
– A co, jeśli prawda jest poza twoją religią?
Po tych słowach Umar rzucił się na szwagra i zaczął go bić, a gdy Fatima przyszła na pomoc mężowi, Umar uderzył ją, aż tamta zaczęła krwawić. Wtedy krzyknęła:
– A co, jeśli prawda jest poza twoją religią?! Wyznaję, że nie ma boga prócz Boga Jedynego, i wyznaję, że Muhammad jest Wysłannikiem Boga!
Gdy Umar zobaczył krew swojej siostry, powstrzymał się i zaczął żałować tego, co zrobił. Poprosił, by dali mu to, na czym mają napisany fragment Koranu. Siostra powiedziała:
– Jesteś nieczysty, umyj się.
Umar umył się, wziął liść i zaczął czytać: „W Imię Boga, Miłosiernego, Litościwego”.
– Co za piękne i czyste słowa – powiedział. Następnie zaczął czytać surę Ta Ha, aż doszedł do wersetu: „Zaprawdę, Ja jestem Bogiem i nie ma boga, jak tylko Ja! Czcij Mnie więc i odprawiaj modlitwę, wspominając Mnie!” [47]. Wtedy powiedział:
– Jakże piękna i szlachetna to mowa! Zaprowadźcie mnie do Muhammada.
Wziął swój miecz i udał się do domu, w którym przebywał Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) razem ze swoim stryjem Hamzą, a kiedy zbliżył się, ludzie zebrali się w jednym miejscu. Hamza zapytał, o co chodzi, a gdy powiedziano mu, że przyszedł Umar, powiedział, żeby otworzyli mu drzwi, po czym dodał:
– Jeżeli Umar chce dobra, to dostanie je, a jeżeli chce zła, to zabijemy go jego mieczem.
Kiedy Umar wszedł do środka, Wysłannik Boga podszedł do niego, wziął go mocno za krawędzie jego ubrania i spytał:
– Czy nie zaprzestaniesz?! Czy chcesz, by Bóg zesłał z tobą prześladowania i krzywdy, które zesłał z Al-Walidem bin al-Mughirą? Boże, wzmocnij islam Umarem bin al-Chattabem!
– Wyznaję, że nie ma boga prócz Boga Jedynego, a tyś jest Jego Posłańcem – odparł głośno i wyraźnie Umar.
Usłyszawszy to, przebywający w domu ludzie krzyknęli Allahu Akbar! (ar. Bóg jest wielki) tak głośno, że usłyszeli ich zgromadzeni przy Kabie.
Przyjęcie islamu przez Umara bin al-Chattaba wywołało zdziwienie a zarazem gniew bałwochwalców, z kolei muzułmanie poczuli dumę.
Ibn Ishak przekazał następującą relację Umara:
„Kiedy przyjąłem islam, postanowiłem odwiedzić mieszkańców Mekki najbardziej wrogo nastawionych do Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Od razu pomyślałem o Abu Dżahlu, poszedłem do niego, zapukałem do drzwi jego domu, a on powiedział:
– Witaj, wejdź proszę, co cię sprowadza?
– Przyszedłem, by ci powiedzieć, że uwierzyłem w Boga i Jego Wysłannika – Muhammada, i uwierzyłem w to, z czym przyszedł – odparłem. Wtedy Abu Dżahl zatrzasnął mi drzwi przed nosem i powiedział:
– Niech Bóg cię oszpeci, i niech oszpeci to, z czym przyszedłeś!”
Ibn Hiszam oraz Ibn al-Dżauzi podają, że po przyjęciu islamu przez Umara Abu Dżahl udał się do Dżamila bin Mu’ammara al-Dżamhiego – który bardzo szybko rozpowszechniał zasłyszane wiadomości – i powiedział mu, że Umar przyjął islam. Wtedy Dżamil krzyknął na cały głos, że Ibn al-Chattab stał się sabejczykiem. Umar znajdował się akurat za jego plecami i powiedział: „To kłamstwo, przyjąłem islam!” Wtedy bałwochwalcy rzucili się na niego, a on zaczął się bronić. Po dłuższym czasie walki z wieloma przeciwnikami Umar usiadł, a gdy tamci zaczęli bić go po głowie, powiedział im: „Róbcie, co wam się podoba!” Później przysięgał na Boga, że „gdyby było nas [wojowników muzułmańskich] trzystu, walczylibyśmy na śmierć i życie, i albo zwyciężyliby nas, albo zwyciężylibyśmy ich i przejęli Mekkę”.
Innym razem bałwochwalcy ruszyli w kierunku domu Umara, by go zabić. Relacjonuje syn Umara, Abd Allah, że gdy przestraszony Umar siedział w domu, przyszedł do niego Al-As bin Wa’il as-Sahmi, który należał do klanu sprzymierzonego z rodziną Umara, i spytał go:
– Co się stało?
– Twoi ludzie powiedzieli, że zabiją mnie za to, że przyjąłem islam – odparł Umar.
– Nie dopadną cię! – uspokoił go Al-As. Po tych słowach wyszedł i zobaczył oddział idący przez wąwóz. Spytał ich: – Dokąd idziecie?
– Idziemy zabić syna Al-Chattaba, który sprzeniewierzył się naszej religii – odpowiedzieli.
– Nic mu nie zrobicie, będę stał za nim murem! – oświadczył Al-As, a wtedy tamci się cofnęli.
Pewnego razu spytano Umara bin al-Chattaba, w jakich okolicznościach zyskał przydomek Al-Faruk (Rozstrzygający Pomiędzy Prawdą a Fałszem), a on opowiedział wówczas historię swojego nawrócenia i dodał:
„Kiedy przyjąłem islam, spytałem Proroka:
– Wysłanniku Boga! Czy nie idziemy drogą prawdy w tym życiu i po śmierci?
– Na Tego, w Którego ręce jest moja dusza, idziecie drogą prostą w tym życiu i w życiu ostatecznym – odpowiedział. Powiedziałem wtedy:
– Czemu w takim razie ukrywamy naszą wiarę?! Na Tego, Który zesłał cię z prawdą, zbierzemy ludzi i pokażemy naszą siłę!
Wyruszyliśmy w dwóch oddziałach – na czele pierwszego stał Hamza, a drugiego ja. Weszliśmy do meczetu, a Kurajszytów ogarnął taki smutek, jakiego nie widziałem wcześniej. Wtedy właśnie Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nazwał mnie Al-Faruk”.
Ibn Masud powiedział: „Nie mogliśmy modlić się przy Kabie aż do czasu, gdy Umar przyjął islam”.
Suhajb bin Sinan ar-Rumi powiedział z kolei, że „gdy Umar przyjął islam, religia ta stała się bardziej rozpowszechniona i głoszona wszem i wobec. Od tamtej pory nasze zebrania odbywały się przy Kabie, którą odtąd swobodnie okrążaliśmy. Czasem nawet udało nam się odpowiedzieć tym, którzy nam dokuczali”.

6.11 Przedstawiciel Kurajszytów u Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).

Kiedy Hamza i Umar przyjęli islam, politeiści z Mekki chwilowo złagodzili prześladowania muzułmanów i stwierdzili, że lepszym sposobem na rozprawienie się z Prorokiem (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) będzie przekupienie go, by ten zrezygnował ze swej misji. Nie wiedzieli jednak, że wszystko to, nad czym wschodzi słońce, wobec tej wielkiej misji nie jest warte nawet skrzydła komara.
Pewnego razu jeden z możnych kurajszyckich, Utba bin Rabi’a, wstał spośród grupy pogan i spytał ich:
– O, Kurajszyci! Pójdę do Muhammada, porozmawiam z nim i zaproponuję parę rzeczy, być może się zgodzi. Damy mu to, co zechce, byle tylko odczepił się od nas!
– Tak, Abu al-Walidzie, pójdź do niego i porozmawiaj z nim! – odpowiedzieli.
Wtedy Utba podszedł do Proroka, kiedy ten siedział niedaleko Kaby i powiedział mu:
– Jesteś spośród nas, cieszyłeś się u nas wysoką pozycją, ale zrobiłeś coś złego. Podzieliłeś nas, zniszczyłeś nasze marzenia, odrzuciłeś naszych bogów, naszą religię i tradycję naszych ojców. Posłuchaj więc, co ci zaproponuję!
– Mów – odpowiedział Prorok.
– Jeśli chcesz majątku, zbierzemy nasze majątki i uczynimy cię najbogatszym spośród nas. Jeśli chcesz szacunku i honoru, to damy ci władzę nad nami. Jeśli nie możesz poradzić sobie ze swoimi wizjami, damy ci pieniądze na lekarza.
– Skończyłeś?
– Tak.
– Teraz ty mnie posłuchaj.

„W Imię Boga, Miłosiernego, Litościwego Ha. Mim. Objawienie od Miłosiernego, Litościwego. Księga, której znaki są wyjaśnione, jako Koran arabski, dla ludzi, którzy posiadają wiedzę, zwiastun radosnej wieści i ostrzeżenie. Lecz większość z nich się odwróciła;
oni nie słuchają. Powiedzieli: Nasze serca są zasłonięte, oddzielone od tego, do czego wzywasz” [48].

Utba nie przerywał Prorokowi, lecz słuchał go uważnie, a gdy ten skończył recytować, zrobił pokłon i powiedział mu:
– Powiedziałem ci, co miałem do powiedzenia, usłyszałeś, co usłyszałeś.
Utba wrócił do Kurajszytów, a ci zaczęli mówić między sobą:
– Na Boga, przyszedł z zupełnie innym wyrazem twarzy!
Gdy usiadł, zapytali go o wynik rozmowy, a Utba powiedział:
– Słyszałem coś, czego nie słyszałem nigdy wcześniej. To nie jest poezja, to nie jest magia i to nie są wróżby. O, Kurajszyci, posłuchajcie mnie, zostawcie tego człowieka w spokoju. Jeśli Arabowie postanowią go zabić, to uwolnicie się od niego raz na zawsze, a jeśli pokona Arabów, to jego królestwo i jego potęga będą wasze, i będziecie najszczęśliwszymi z ludzi.
– Zaczarował cię swoją mową! – zawołali.
– Powiedziałem moje zdanie, a wy zrobicie, jak uważacie – odparł Utba.
Według innej relacji, gdy Prorok doszedł do wersetu ostrzegającego o karze, która spadła na Ad i Samud, Utba przeraził się, i zatknął rękami usta Prorokowi, by ta przepowiednia się nie spełniła.

6.12 Abu Talib zbiera Banu Haszim i Banu Abd al-Muttalib

Pomimo że dzięki kolejnym konwersjom sytuacja muzułmanów w Mekce nieco się poprawiła, Abu Talib wciąż obawiał się o swojego bratanka. Wciąż pamiętał, jak poganie grozili mu walką, jak próbowali zamienić Proroka na Ammarę bin al-Walida, by zabić tego pierwszego, jak Abu Dżahl uderzył go kamieniem w głowę, jak Ukba bin Abi Mu’ajt o mało nie udusił go swoim ubraniem, jak Umar bin al-Chattab wyszedł z mieczem, by go zabić – to wszystko nie dawało mu spokoju. Był pewien, że bałwochwalcy nie będą zważali na jego opiekę nad Prorokiem, a gdy jeden z pogan rzuci się na Wysłannika Boga znienacka, napadniętemu nie pomoże ani Hamza, ani Umar, ani ktokolwiek inny. Wtedy zwołał ludzi z rodów Banu Haszim i Banu Abd al-Muttalib na naradę i wezwał ich, żeby bronili Muhammada i stawali po jego stronie. Zgodzili się niemal wszyscy, zarówno muzułmanie, jak i politeiści, bowiem tradycyjna wartość arabska, jaką był szacunek dla więzów krwi, przeważała nad różnicami wyznaniowymi. Jedynie Abu Lahab odmówił wsparcia i opowiedział się po stronie reszty Kurajszytów.

6.13 Embargo

W przeciągu zaledwie czterech tygodni miały miejsce cztery ważne wydarzenia w historii islamu:
– muzułmanami zostali Umar bin al-Chattab i stryj Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) Hamza;
– Prorok odrzucił propozycje próbujących przekupić go Kurajszytów;
– wszyscy członkowie klanów Banu al-Muttalib i Banu Haszim podjęli umowę, na mocy której mieli chronić Proroka.
Islam rósł w siłę, a Kurajszyci bali się zabić Proroka, ponieważ gdyby to uczynili, naraziliby się na odwet. Wtedy zdecydowali się na inny rodzaj represji.

Dokument niesprawiedliwości i krzywdy

Politeiści z Mekki zebrali się w siedzibie plemienia Banu Kinana i postanowili, że nie będą żenić się z kobietami z rodów Banu al-Muttalib i Banu Haszim ani wydawać kobiet za mąż za kogokolwiek z nich, nie będą niczego sprzedawać ludziom z tych plemion, nie będą niczego od nich kupować, nie będą z nimi przesiadywać, odwiedzać ich, wspólnie spędzać czasu ani pozdrawiać dopóty, dopóki Banu al-Muttalib i Banu Haszim nie wydadzą Proroka Kurajszytom, by tamci mogli go zabić. Tekst tej umowy został spisany i powieszony przy wejściu do Kaby, wewnątrz budowli – a było to w miesiącu muharram siódmego roku po pierwszym objawieniu.


Wkrótce bojkotowanym rodom zaczął dokuczać głód. Kiedy tylko do Mekki miała przybyć karawana z żywnością, Kurajszyci wyjeżdżali do niej za miasto i wykupywali wszystkie towary spożywcze, jakie wiozła. W samej Mekce większość ludzi przestrzegała warunków embarga, a ci, którzy już chcieli sprzedać Haszymitom jakieś towary, nakładali na nie ceny, wielokrotnie przewyższające ich wartość. W takiej sytuacji obłożeni sankcjami ludzie musieli pozyskiwać żywność w tajemnicy. Niektórzy z mieszkańców Mekki próbowali pomagać muzułmanom – na przykład Hakim bin Hizam, który przyniósł swojej stryjence Chadidży trochę pszenicy. Abu Dżahl próbował mu to uniemożliwić, lecz po interwencji Abu al-Buchturiego Hakimowi udało się donieść zboże. Haszymici i Banu al-Muttalib często musieli jeść trawę, liście albo skóry zwierzęce, zostali też zmuszeni do opuszczenia miasta i ukrywania się w górach. Abu Talib obawiał się o życie Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), poprosił go więc, aby ten nie spał na swoim posłaniu. Tak też się stało, a na miejscu Proroka spał kto inny.

Unieważnienie sankcji

Bojkot obydwu klanów trwał całe trzy lata. Coraz więcej ludzi z Mekki zaczynało mówić, że to jest wielka niesprawiedliwość. Pierwszym, który złamał embargo, był Hiszam bin Amr z plemienia Banu Amir, który nocą po kryjomu przemycał do kryjówki Haszymitów jedzenie. Poszedł on do kuzyna Proroka o imieniu Zuhajr bin Abi Umajja al-Machzumi i zapytał go:
– Podoba ci się to, że możesz jeść i pić do woli, a twoi wujowie są w takim stanie?
– Nie, ale co ja mogę zrobić, przecież jestem tylko jeden! – odparł Zuhajr. – Na Boga, gdyby był ktoś oprócz mnie, zerwałbym tę blokadę.
– Jest ktoś taki.
– Kto?
– Ja.
– Potrzebujemy trzeciego – powiedział wtedy Zuhajr.
Wówczas Hiszam poszedł do człowieka o imieniu Al-Mutim bin Udajj, opowiedział mu o głodzie wśród Haszymitów i Banu al-Muttalib, i skrytykował go za zgodę na taką decyzję Kurajszytów. Al-Mutim odparł:
– Nie podoba mi się to, ale jestem tylko jeden. Na Boga, gdyby był ktoś oprócz mnie, zerwałbym tę blokadę.
– Jest ktoś taki – powiedział Hiszam.
– Kto?
– To ja.
– Potrzebujemy trzeciego.
– Jest ktoś taki.
– Kto?
– Zuhajr bin Abi Umajja al-Machzumi.
– Potrzebujemy czwartego – stwierdził Al-Mutim.
Hiszam poszedł wtedy do Abu al-Buchturiego bin Hiszama i przedstawił mu sprawę. Ten spytał:
– Czy jest ktoś, kto mógłby nam w tym pomóc?
– Jest ktoś taki.
– Kto?
– Zuhajr bin Abi Umajja, Al-Mutim bin Udajj i ja.
– Potrzebujemy piątego.
Hiszam poszedł wtedy do człowieka o imieniu Zama bin al-Aswad bin al-Muttalib bin Asad i przypomniał mu o pokrewieństwie łączącym go z bojkotowanymi. Ten zapytał:
– Czy jeszcze ktoś myśli tak samo jak my?
– Tak – i wymienił pozostałych. Wtedy zebrali się i postanowili zerwać embargo.
Następnego dnia Zuhajr poszedł do Świętego Meczetu, siedem razy okrążył Kabę, a po czym zawołał:
– O, ludzie z Mekki! My jemy, pijemy i mamy w co się ubrać, a Haszymici umierają z głodu, bo nikt im niczego nie sprzedaje, ani nikt od nich niczego nie kupuje! Zaprawdę, nie usiądę, póki karta z tą niesprawiedliwą umową nie zostanie podarta!
– Kłamiesz! Nigdy nie zostanie podarta! – zawołał Abu Dżahl.
– Na Boga, to ty jesteś kłamcą! – odezwał się Zama bin al-Aswad. – Od początku nie podobało nam się to, co jest zapisane w tej umowie!
– Zama ma rację, nie zgadzamy się na to, co jest w niej napisane, i nie uznajemy tego – poparł go Abu al-Buchturi.
Wstał także Al-Mutim bin Udajj:
– Macie rację, a kto mówi inaczej, jest kłamcą. Nie mamy nic wspólnego z umową ani z tym, co jest w niej zapisane!
Hiszam bin Amr dołączył do nich i wypowiedział podobne słowa.
– Obgadali to w nocy w jakimś tajnym miejscu! – zawołał zagniewany Abu Dżahl.
Abu Talib siedział wówczas z boku meczetu. Bóg powiadomił Swojego Wysłannika o tym, że karta została zjedzona przez termity, które zostawiły jedynie imię Boga. Prorok przekazał to Abu Talibowi, który z kolei powiedział o tym zebranym tam Kurajszytom. Dodał: „Jeśli to kłamca, rozprawicie się z nim, a jeśli to prawda, odstąpcie od embarga i niesprawiedliwości”. Wtedy Al-Mutim poszedł podrzeć kartę, i spostrzegł, że cała została zjedzona przez termity, które zostawiły jedynie słowa Bismik Allahumma (W Imię Twoje, Boże), i wszystkie miejsca, w których wymienione było słowo Allah (Bóg).
Bojkot został anulowany, a Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wraz z towarzyszami opuścił kryjówki w górach. Mimo że bałwochwalcy byli świadkami wielkiego znaku jego misji proroczej, to uczynili to, o czym Bóg mówi w Koranie:

„Lecz ilekroć ujrzą oni znak, odwracają się i mówią: To ustawiczne czary!” [49].

 –

6.14 Ostatnia delegacja do Abu Taliba

Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) opuścił górskie przełęcze i powrócił do swojej misji. Kurajszyci z kolei, pomimo że zrezygnowali z embarga, wciąż prześladowali muzułmanów i usiłowali zwalczać ich religię. Abu Talib nadal chronił swego bratanka, jednak przekroczył już osiemdziesiąty rok życia, a wiele wydarzeń, zwłaszcza blokada wymierzona przeciw rodom Banu Haszim i Banu al-Muttalib, odbiły się negatywnie na jego zdrowiu. Kilka miesięcy po zejściu z przełęczy Abu Talib zachorował. Kurajszyci bali się utraty honoru wśród Arabów, w razie gdyby wykorzystując jego śmierć, zrobili krzywdę jego bratankowi, postanowili więc pomówić z nim w sprawie Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Była to ostatnia delegacja Kurajszytów do Abu Taliba.


Ibn Ishak i inni podają, że gdy Abu Talib zaczął skarżyć się na zły stan zdrowia, a wieść o jego chorobie dotarła do Kurajszytów, tamci powiedzieli: „Hamza i Umar przyjęli islam, a wieść o Muhammadzie doszła do wszystkich plemion Kurajszyckich. Chodźmy więc do Abu Taliba, niech powstrzyma swojego bratanka, bo muzułmanie są dla nas zagrożeniem”. Niektóre wersje podają, że powiedzieli także: „Obawiamy się, że ten starzec umrze, my coś zrobimy jego bratankowi, a Arabowie zaczną mówić: Zostawili go, a gdy umarł jego stryj, rozprawili się z nim!”
Do chorego Abu Taliba wybrała się delegacja złożona z około dwudziestu pięciu osób, w składzie której byli najważniejsi ludzie z Mekki, tacy jak Utba bin Rabi’a, Szajba bin Rabi’a, Abu Dżahl bin Hiszam, Umajja bin Chalaf czy Abu Sufjan bin Harb. Powiedzieli mu:
– Abu Talibie, jesteś jednym z nas i martwimy się o ciebie teraz, kiedy chorujesz, ale wiesz, jakie są relacje między nami a twoim bratankiem. Powstrzymaj go; niech on zostawi nas, a my zostawimy jego, niech on uszanuje naszą religię, a my uszanujemy jego religię. Wtedy Abu Talib posłał po Proroka i powiedział mu:
– Synu mego brata, oto ważni ludzie z twojego ludu, którzy nie chcą, żebyście dłużej się zwalczali.
Wtedy Prorok powiedział Kurajszytom:
– A ja dam wam słowo, które pomoże wam zapanować nad wszystkimi Arabami i sprawi, że inne narody przybliżą się do was.
Kurajszyci zmieszali się i pomyśleli, jakże by mogli coś takiego odrzucić?
– Co to za słowo? – zapytał Abu Dżahl.
– Powiecie, że nie ma boga prócz Boga Jedynego, i że porzucicie wszystko, co czcicie poza Nim – powiedział Prorok. Wtedy ktoś z Kurajszytów zapytał:
– Czy chcesz zrobić z naszych bogów jednego boga?! Jesteś dziwny!
Następnie któryś z członków delegacji powiedział swoim towarzyszom:
– On nigdy nie da wam tego, czego od niego chcecie; idźcie do domów i trwajcie przy religii swoich ojców, a Bóg rozsądzi pomiędzy nami a nim.
Ich właśnie dotyczą następujące wersety z Koranu:

„Sad. Na Koran, zawierający napomnienie! A jednak ci, którzy nie wierzą, tkwią w dumie i odszczepieństwie. Ileż pokoleń wytraciliśmy przed nimi! Oni wołali, lecz nie był to czas wybawienia. Dziwią się, że przyszedł do nich ostrzegający spośród nich, i mówią niewierni: To jest czarownik, wielki kłamca! Czy on uczyni bogów Bogiem Jedynym? Zaprawdę, to jest rzecz zadziwiająca! I starszyzna spośród nich oddaliła się, mówiąc: Idźcie i wytrwajcie przy naszych bogach. Zaprawdę, to jest rzecz pożądana! Nie słyszeliśmy wcale o tym w ostatniej religii. To jest tylko wymysł” [50].

 –

6.15 Rok Smutku

Śmierć Abu Taliba

Choroba Abu Taliba nasiliła się i wkrótce przyszła do niego śmierć. Są dość duże rozbieżności co do tego, kiedy to nastąpiło, ale większość uczonych przyjmuje, że stało się to w miesiącu radżab dziesiątego roku Objawienia, sześć miesięcy po zniesieniu embarga. Według niektórych zmarł w ramadanie, trzy dni przed śmiercią Chadidży (niech Bóg będzie z niej zadowolony).


Kiedy Abu Talib był już umierający, przyszedł do niego Prorok Muhammad i powiedział:
– O stryju mój, powiedz słowa, dzięki którym wstawię się za tobą w Dniu Ostatecznym: la ilaha illa Allah [51]!
U Abu Taliba był wtedy także Abu Dżahl, który zapytał:
– Abu Talibie, czy porzucisz religię Abd al-Muttaliba?
Obie strony próbowały przekonać umierającego, aż Abu Talib dał znać, że pragnie coś powiedzieć – i jego ostatnie słowa brzmiały:
– Zostaję przy religii Abd al-Muttaliba.
– Poproszę o wybaczenie dla ciebie, jeśli nie zostanie mi to zabronione – powiedział Prorok. Wtedy Bóg objawił wersety o następującym znaczeniu:
„Nie godzi się Prorokowi i tym, którzy uwierzyli, aby prosili o przebaczenie dla bałwochwalców – nawet gdyby byli ich krewnymi – odkąd stało się dla nich jasne, że są oni mieszkańcami Ognia piekielnego” [52].
„Ty nie prowadzisz drogą prostą, kogo kochasz, lecz Bóg prowadzi drogą prostą, kogo chce. On zna najlepiej tych, którzy są na drodze prostej” [53].


Abu Talib zawsze stał przy Proroku (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i chronił go w najcięższych chwilach – w dużej mierze to dzięki niemu Prorok mógł kontynuować swoją misję, Kurajszyci nie mogli mu w tym przeszkodzić, a islam rozwijał się i zdobywał nowych zwolenników. Do końca pozostał jednak w religii swoich dziadów. Jakiś czas po śmierci Abu Taliba inny ze stryjów Proroka, Al-Abbas, zapytał bratanka: „Twój stryj tyle dla ciebie zrobił, a ty jak mu pomogłeś?” Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) odpowiedział: „On jest w najpłytszym Ogniu, a gdyby nie ja, byłby na samym jego dnie”. Przekazano też, że Prorok powiedział po śmierci Abu Taliba: „Oby moje wstawiennictwo dopomogło mu w Dniu Zmartwychwstania, aby Ogień sięgnął mu tylko do kostek”.

Chadidża przenosi się do Bożego Miłosierdzia

Dwa miesiące (według innej opinii trzy dni) po śmierci Abu Taliba zmarła Matka Wiernych Chadidża (niech Bóg będzie z niej zadowolony). Było to w ramadanie dziesiątego roku Objawienia – Chadidża miała wówczas sześćdziesiąt pięć lat, a Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pięćdziesiąt.
Chadidża była jedną z największych łask zesłanych przez Stwórcę Wysłannikowi Boga. Żyła z nim ćwierć wieku, okazywała swoje współczucie, gdy ten był zmartwiony, wspomagała go w najgorszych momentach jego życia, wspierała go w przekazywaniu Objawienia, wspierała go w jego ciężkiej walce sobą samą i swoim majątkiem. Później razu Prorok powiedział o Chadidży: „Nigdy, nigdy nie dał mi Bóg lepszej żony! Uwierzyła we mnie, gdy ludzie nie wierzyli, uwierzyła w moje słowa, gdy inni uznali je za kłamstwo, wspierała mnie swoim majątkiem, gdy inni się odwrócili, Bóg dał mi przez nią dzieci, a nie dał przez żadną inną kobietę”.
Chadidża była pierwszą osobą, która przyjęła islam, a jeden z hadisów mówi, że anioł Gabriel polecił Prorokowi, by to jej jako pierwszej przekazał nowinę o Raju.

Nieszczęścia jedno po drugim

Te dwa bolesne wydarzenia, które nastąpiły w krótkim odcinku czasu, mocno wstrząsnęły Wysłannikiem Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i zasmuciły go. Prześladowania ze strony jego własnego ludu nasiliły się, a Prorok w desperacji udał się do miasta At-Ta’if, gdzie miał nadzieję znaleźć zwolenników i poparcie. Nikt z mieszkańców nie posłuchał jednak jego mowy, i został stamtąd brutalnie przepędzony.
Nasilone prześladowania dotknęły także jego towarzyszy, w tym Abu Bakra, który postanowił wyemigrować do Etiopii, lecz przed opuszczeniem Arabii napotkał człowieka o imieniu Ibn Ad-Daghana, który dał mu ochronę.
Rok, w którym wydarzyły się te wszystkie nieszczęścia, został nazwany przez Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) Rokiem Smutku, i pod tą nazwą przeszedł do historii.

Małżeństwo z Saudą

W tym samym roku – dziesiątym po rozpoczęciu misji proroczej – w miesiącu szawwal Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) ożenił się z jedną z pierwszych muzułmanek – Saudą bint Zama. Uczestniczyła w drugiej emigracji do Etiopii. Jej pierwszym mężem był As-Sakran bin Amr, który przyjął islam i wyemigrował wraz z nią. Zmarł w Etiopii, a według innej wersji, już po powrocie do Mekki. Wtedy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zaręczył się z Saudą, a następnie ożenił się. Była to zatem pierwsza kobieta, z którą po śmierci Chadidży Prorok wziął ślub. Warto wspomnieć, że kilka lat później przekazała swoje prawo do przebywania z mężem Aiszy.


17. Koran, 26:214.
18. Koran, Sura 111. Sura Al-Masad zaczyna się od słów „Niech szlag trafi obie ręce Abu Lahaba!”, będących parafrazą tego, co powiedział wówczas Abu Lahab (przyp. tłum.)
19. Koran, 15:94.
20. Według innej relacji Al-Walid podjął decyzję po jednym dniu namysłu.
21. Według egzegetów Koranu chodzi o uczynienie Al-Walida człowiekiem zamożnym (przyp. red. pol.).
22. Koran, 74:11–26.
23. Koran, 15:6.
24. Koran, 38:4.
25. Koran, 68:51.
26. Koran, 6:53.
27. Koran, 83:29–33.
28. Koran, 25:5.
29. Koran, 25:4.
30. Koran, 16:103.
31. Koran, 25:7.
32. Koran, 31:6.
33. Koran, 68:9.
34. Czyli ci, którzy nie uwierzyli w Boga Jedynego i Posłannictwo Muhammada (przyp. red. pol.).
35. Koran, sura 109.
36. Ojciec późniejszego kalifa umajjadzkiego Marwana bin al-Hakama (przyp. tłum.).
37. Koran, 104:1.
38. Koran, 68:10–13.
39. Ar. (Bóg jest tylko) Jeden (przyp. tłum.).
40. Koran, 16:106.
41. Koran, 39:10.
42. Ramadan nie był wtedy jeszcze miesiącem obowiązkowego postu (przyp. tłum).
43. Koran, 53:62.
44. Przydomek Hamzy.
45. Koran, 69:40–41.
46. Koran, 69:42–43.
47. Koran, 20:14.
48. Koran, 41:1–5.
49. Koran, 54:2.
50. Koran, 38:1–7.
51. Ar.: Nie ma bóstwa prócz Boga Jedynego (przyp. tłum.).
52. Koran, 9:113.
53. Koran, 28:56.

 

 

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.